:)

piątek, 8 listopada 2013

Kolejne Przeprosiny !

Kochani bardzo mi przykro ale na jakiś czas muszę zawiesić bloga :(
Ale nie na zawsze ! :D Tylko na jakiś czas ... 2 - 3 tygodnie. Przepraszam że znowu muszę was opuścić. Mam kilka spraw niepoukładanych i do tego został miesiąc aby poprawić oceny. Każdy kiedyś musi zapłacić za swoje błędy.. Na prawdę nie chcę tego robić ale muszę. Zrewanżuję się i po powrocie na moje rozdziały będziecie czekać o połowę krócej. Mam nadzieje że taka sytuacja się nie powtórzy.
Informujcie mnie o swoich nowych notkach. Na pewno wpadnę jak będę miała czas :)
Pozdrawiam was gorąco! Trzymajcie się i nie gniewajcie się !

P.S. Właśnie słucham Avril ... pomaga w trudnych chwilach :) 

 Dla was 2 filmiki :) 


piątek, 1 listopada 2013

Rozdział XXXII

                Ex partnerzy i Bonnie zostali w Dallas a Damon i Jeremy ruszyli w kierunku Mystic Falls. Po drodze zahaczyli o stację benzynową. Gdy Damon lał paliwo, młody Gilbert w tym czasie poszedł zakupić jakieś chrupki. Jego uwagę odwróciła ciemnowłosa piękność. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego a ten odwzajemnił gest.  


Nie spodziewał się że jeszcze ktoś mógłby spowodować rumieniec na jego twarzy. Jeszcze niedawno zanim się z nią związał tym kimś była Bonnie. Wymiana spojrzeń nie trwała zbyt długo ponieważ Damon, klaksonem pospieszył Gilberta.
               W tym czasie w Grillu na April czekał już Matt i Rebekah. Zazdrosna małżonka postanowiła bardziej poznać przyjaciółkę Donovana. Mimo wczesnej pory, blondyn zaproponował pierwotnej drinka i poszedł złożyć zamówienie do baru. Miał urlop więc stanie po innej stronie lady było dla niego nadzwyczaj dziwne.  Po kilku minutach panna Young dołączyła do stolika wampirzycy.
- Hej... Widziałaś Matta ? Mieliśmy się tu spotkać ? - Było jej trochę dziwnie  pytać o to gdzie jest jej mąż.
- Hej. Siadaj, Matt poszedł zamówić nam coś do picia. - Odparła Mikaelsonówna odgarniając swe blond pasma.

- Miło - dołączyła do Rebeki i usiadła na drewnianym krześle naprzeciwko dziewczyny. - Nie wiedziałam że też przyjdziesz...
- A no tak... w ostatniej chwili się zdecydowałam. Chyba nie masz nic przeciwko ? - zapytała wampirzyca.
- Nie .. skądże - zaśmiała się. 

Wyczuła zazdrosne spojrzenie Rebeki. Być może jej się to tylko wydawało ponieważ to ona zawsze jej zazdrościła. Nie tylko wampirzych zdolności i braku starzenia ale tego że zdobyła serce Donovana. Mimo że dzieliło ich 2 lata różnicy to od zawsze skrycie się w nim podkochiwała. Teraz kiedy jest matką jest dojrzalsza i romanse z żonatym nie wchodzą w grę.
- Hej, April - radośnie powitał brunetkę Matt. 
- Hej. Właśnie sobie gawędzimy z Rebeką.
- To miło. - postawił przed nią szklankę z pomarańczowym napojem. - Nie wiedziałem czy możesz kawę więc wziąłem ci sok. - puścił jej oczko, a ta podziękowała. - Chciałaś o czymś porozmawiać, tak ?
- A tak. To raczej prośba.. więc powiem prosto z mostu.. czy zechciałbyś zostać ojcem chrzestnym Charlotte ? 
- Wow.. zaskoczyłaś mnie, April - zdezorientowany Matt spojrzał na swą żonę. 
- Domyślam się. To nie łatwa decyzja. - Zapadła niezręczna cisza po czym młoda matka dodała -  Zaplanowałam ceremonię na 16 stycznia a chciałabym by rodzice mojego dziecka byli wyjątkowi więc stąd ta prośba.
- April.... będę zaszczycony. - Uśmiechnął się - a znalazłaś już matkę chrzestną?
- Dziękuje. Tak to moja przyjaciółka. Marika Court. przez ostatnie parę miesięcy bardzo mi pomogła. Musisz ją poznać! - Powiedziała podekscytowana. 
                Niedaleko Mystic Falls...
- Pięknie ... - powiedział sarkastycznym tonem, Damon. 
- Co ? - odpowiedział Gilbert.
- Mamy ogon... hmmmm - spojrzał uważnie w lusterko oby przyjrzeć się dokładnie kim jest ów detektyw. - Cholera, Jeremy.! To ta laska ze stacji.!
- I co teraz ? 
                  Kilka godzin później...
- Posprzątane - powiedział Damon nalewając sobie Bourbonu do kryształowej szklanki. 
- Myślisz że nikogo nie uprzedziła ? - zapytał Alarick
- Wątpię... chcesz ? - wskazał na alkohol.
- Nie .. prowadzę .... - po chwili spokoju Alarick "łagodnie" zapytał. - A mogę wiedzieć co ci wpadło do głowy... idioto ?! 
- Nie rozumiem ? - zaśmiał się
- Dlaczego ich tam zostawiłeś ? Nie po to ich szukaliśmy by teraz przepadli. A co ze szkołą ? 
- Wyluzuj stary... poproszę ładnie dyrektora o usprawiedliwienie nieobecności i git. 
- Zwariowałeś ?! A co jeśli im się coś stanie bohaterze ? Myślisz że Stefan ich uratuje przed bandą rozwścieczonych wampirów?!
- Zapomniałeś że jest jeszcze potężna wiedźma.
- Tak potężna że przez wskrzeszenie Lexi straciła większość mocy..
- Co ? ! Teraz mi to mówisz ? - wyraz twarzy Saltzmana mówił jasno... miał ochotę dać w twarz Salvatorowi. - Skąd miałem wiedzieć ?
- Tak to jest jak się knuje za naszymi plecami.!  - Wściekły Alarick postanowił opuścił posiadłość Salvatorów i wrócił spokojnie do Jenny.


                     Jeremy nie wytrzymał i zanim położył się spać, zadzwonił do ukochanej.
- Kochanie dojechałeś ? - usłyszał głos Bonnie
- Tak... mam pytanie ... ?  
- Tak ? 
- Dlaczego nie powiedziałaś mi że utraciłaś połowę mocy ? - zapytał. Był bardzo zmartwiony ową sytuacją
- Skąd  wiesz ? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Nie ważne. Mieliśmy być szczerzy ze sobą więc powiedz..
- Nie chciałam cię martwić kochanie.
- No bo teraz mnie uspokoiłaś  - Nie ukrywał że się zawiódł na dziewczynie, ale teraz ważne było jej bezpieczeństwo.
- Nie denerwuj się .. wszystko będzie dobrze. Muszę już kończyć. Kocham cię, Jer. - 


Pożegnała się.. Chłopak odpowiedział tym samym ale ona już go nie usłyszała .. rozłączyła połączenie.




Wracam po 2 tygodniach z  32 rozdziałem :) Dziękuje za prawie 11 tyś wyświetleń. To wszystko dzięki wam.  Przepraszam za tak długą nieobecność. Tym razem rozdział dodaje dzień wcześniej .... o.O Postanowiłam poświęcił wieczór .. i nockę na napisanie tego. Myślę że rozdział nie wyszedł aż tak zły. Chciałam wdrożyć więcej akcji ale budząca się mama o 1 w nocy postawiła mnie w przekonaniu że czas kończyć :C Mam nadzieje że was tym rozdziałem nie zawiodłam. Z góry przepraszam za błędy które mam nadzieje  się nie pojawią ... :( Liczę na wasze komentarze. 
A i jeżeli nie wchodzę na wasze blogi a mnie o nich informujecie to nie martwcie się. Na pewno wpadnę.  Brak czasu  i kłótnia ze starszą siostrą o laptopa mnie dobija :/ 
Pozdrawiam gorąco was wszystkich :)

niedziela, 27 października 2013

:(

Kochani .!!!
Tak mi przykro że ani w tym ani w poprzednim weekendzie nic nie dodałam. Nie zawiesiłam bloga. Powodem jest :
1. Brak czasu :( Dużo nauki...
2. Brak weny ahhh :(
Obiecuje że postaram się nad następnym rozdziałem. Nie zostawię tak was. Być może w środku tygodnia dodam coś ale to tylko może. Wiem jedno że na pewno w następny weekend notka się pojawi. Jeszcze raz przepraszam was. Mam nadzieje że wybaczycie mi to i jeżeli macie jakieś propozycję co do nowego rozdziału proszę piszcie na mojego e-maila : Alicja-Czerniawska@wp.pl 
Pozdrawiam wszystkich czytelników. .!

sobota, 12 października 2013

Rozdział XXXI

Po południu. O tej porze wszyscy uczniowie szkoły średniej kończyli zajęcia. Ani Elena ani Bonnie nie zjawiła się na lekcjach co zmartwiło Caroline która liczyła że przyjaciółki pojawią się. Jeremy został zwolniony przez własną siostrę z powodów "spraw rodzinnych". W związku że Gilberci nie są w najlepszej sytuacji, dyrektor nie widział przeciw skazań  aby nastolatka nie zwolnić z obowiązku. Elena była pewna że Jeremy tylko męczy się w szkole. Był zakochany w czarownicy, a ta właśnie wyjechała. Matt zaczął dziś pierwszy dzień nauki od czasu powrotu z miesiąca miodowego. Hipnoza Rebeki potrafiła zadziałać cuda, w przeciwnym razie Matt już dawno byłby wyrzucony ze szkoły. Pod szkołę białym samochodem przyjechała żona Donovana która bezpiecznie odwiozła go do ich wspólnego domu. Po prysznicu do Matta zadzwonił telefon. Charakterystyczny dźwięk piosenki Lord- Royals wyrwał z czytania pierwotną. To była Aprill. Zaproponowała mu spotkanie. Blondyn nie ukrywał miłego zaskoczenia. Wampirzyca nie miała powodów do zazdrości ale mimo to czuła się zazdrosna. Zaproponowała że pójdzie z nim. Ten nie usłyszał jej ponieważ był zajęty pisaniem sms. Zapytała jeszcze raz. Nic. Zazdrosna żona zirytowała się.
- Hey, mówię do ciebie - powiedziała po czym zamknęła książkę.



- Tak. - spojrzał na nią.
- Idę z tobą.
- Kochanie. - pocałował ją - nie ładnie podsłuchiwać. Z resztą to przyjacielskie spotkanie, będziemy wspominać zapewne.
- Super. Idę się szykować.
Chłopak nie wygrałby tej rozmowy więc postanowił więcej nie dyskutować z kobietą. Często próbował i wiedział że to nie kończy się po jego myśli.
        Elena wraz z młodszym bratem jest w barze mlecznym. Nie miała czasu nic przygotować więc stwierdziła że naleśniki z serem będą dobre.  Tym czasem w pensjonacie Salvatorów dzieją się straszne rzeczy. Do wielkiego krzesła, żelaznymi łańcuchami został przywiązany starszy Salvatore. Widać że jest w tej chwili bezsilny. Próbuje się wyrwać ale niestety łańcuch jest zbyt gruby.



- Gdzie oni są! - wykrzyczała brunetka
- Nie mam pojęcia! Jak tak bardzo ich potrzebujesz to czemu sama ich nie poszukasz co?! - wykrzyczał z jękiem. Miał połamane żebra. Kilka minut wcześniej wampirzyca połamała mu żebra i spuściła z niego krew. W takim stanie żebra nie miały warunków do zrośnięcia się .
- Mam od tego ludzi! - odpowiedziała spokojnie po czym wsadziła rękę prosto w pierś Damona.
- To co chcesz ode mnie! - te słowa były mu niepotrzebne bo jej ręka zagłębiła się bardziej.
- Twoja wiedźma powybijała ich wszystkich! Masz czas do jutra. Jeśli ich nie znajdziesz zacznę psocić. Hmmm może zacznę od młodego Gilberta.... po ukochaną Elenę. - wyciągnęła rękę i zniknęła.
        Kiedy już Elena dotarła do domu zastała nieprzytomnego ukochanego. Wampir chwilowo stracił przytomność. Dziewczyna widząc go w takim stanie próbowała go ocknąć. Przyłożyła nadgarstek o napoiła wampira. Powoli brunet wracał do sił ale nadał łańcuchy były za mocne. Z pomocą Jeremiego udało mu się.
Damon mocno przemyślał sobie co zrobić. Nie mógł zdradzić Bonnie ale mógł trochę zmienić plan Alice. Postanowił udać się do Dallas.
                                                       * * *
Dallas 1971r.
Sobotni wieczór.  Trojga przyjaciół postanowiła pójść na koncert zespołu "Sex Pistols". Jest to ulubiony zespół całej trójcy ale najbardziej Alexi. Koncerty w latach siedemdziesiątych to były czasy.  Co weekend na mieście ludzie bawili się do rana. Alkohol się nie kończył a zabawa nie miała końca. "God Save The Queen" tak brzmiała jedna z piosenek przy której bawili się znajomi. Stefan poszedł do baru po 3 piwa, dla każdego po jednym, zaś Lexi i Damon stali przed sceną napajając się dźwiękami czystego rocka.  



- God save the queen The fascist regime......! -  Zaśpiewał starszy Salvatore
- Nie fałszuj! - powiedziała Alexia do Damona. W tej chwili podszedł Stefan z trunkiem.
- Hahahh kto tu fałszuje! Musiałabyś słyszeć się pod prysznicem! To jakaś katastrofa! - Brunet dogryzał przyjaciółce ale to z sympatii. 
- Jak dzieci! - dodał śmiejąc się Stefan.
- Za dobre czasy! - Wzniosła butelkę ku górze na znak toastu. Chłopaki również to uczynili i powtórzyli za Branson.
- Za nas! - dodał Damon. 
                                                       * * *
                     Po kilkugodzinnej jeździe Damon i Elena dojechali na miejsce a dokładnie pod dom gdzie z bratem i Lexi mieszkali przez dobre kilkanaście lat.  Dom był wielki ale nie tak jak ich pensjonat w Mystic Falls. Był on biały, zdobiony w wiktoriańskim stylu. Para od razu dostrzegła samochód Stefana i nie mieli wątpliwości że on tam jest. Nie potrzebowali zaproszenia więc bez problemu weszli i zastali Stefana czytającego jakieś papiery.
- Bracie! - przywitał go Damon.
- Co wy tu robicie ? - zapytał zaskoczony Salvatore. Brunetka od razu przytuliła byłego chłopaka.
- Szukaliśmy was! Katherine coś kombinuje. Musicie wyjechać. - zasugerował Damon 
- O czym ty mówisz, Damon. Nie taki był plan. - powiedziała dziewczyna Damona.
- Plany się zmieniły. A gdzie w ogóle jest wiedźma? - rzucił torbę z rzeczami Eleny na ziemię.
- W lesie, szuka czegoś. A może powiesz mi co to za plan? - zapytał Stefan
- Dowiecie się w swoim czasie. Ja idę po Bonnie. Wy tu zostańcie na wypadek jakby ktoś nas śledził.
               Kiedy Damon i Jeremy szukali Bonnie, Stefan w tym czasie przestawił samochody, natomiast. Wampir wykorzystał sytuację i postanowił porozmawiać z Eleną. Wczoraj Meredith wszystko mu powiedziała.  Co prawda prosiła aby zachował to w tajemnicy ale ten wolał pogadać o tym z głównym źródłem.
- Rozmawiałem z Meredith....- nie wiedział jak zacząć.
- Domyślam się. Byliście na randce... jak było ? - niczego nie świadoma Gilbertówna nie denerwowała się ani trochę. Ufała lekarce.
- Całkiem fajnie ... ale bardziej interesuje mnie to kim jest Josh Court. - Te słowa zamurowały brunetkę
- kto ? - wpadła w zakłopotanie
- Nie udawaj Eleno. Bądź szczera. Kim on był i dlaczego go regularnie odwiedzasz a przede wszystkim dlaczego okłamujesz moje brata? - To w jaki sposób on się wypytywał o Josha było dla niej czymś nowym. W jego oczach można było dostrzec rozczarowanie i smutek. Mimo że wolałby być jej chłopakiem to i tak nie pochwalał jej zachowania. Mimo wszystko Damon to jego brat.
- Nikt ważny, a odwiedzam go ... bo to przez Damona tam leży.
- I dlatego go okłamujesz? Jeżeli go kochasz to zaufaj mu.
- Ja mu ufam, Stefanie tylko.... wiesz jaki on jest. Wybuchowy... porywczy .... Proszę nie mów mu tego 
- Sam nie wiem. Wygląda to jak wygląda ale ... on powinien wiedzieć.
- Wiem... źle robie nie mówiąc mu tego.. - przyznała się. - Mimo to on nie może się dowiedzieć tego więc proszę cię. Nie mów mu tego. To będzie nasza tajemnica.
- Nie mogę tego zrobić. To mój brat, Eleno. Zerwij ten kontakt zanim go skrzywdzisz... lub zanim on kogoś skrzywdzi.
             Po dość niewesołej pogawędce Damon, Jeremy i Bonnie wrócili. Zauważyli że coś jest nie tak ponieważ byli partnerzy mieli grobowe miny.
- Plan jest taki. Wasza trójka o świcie opuści miasto,a ja i Jeremy wracamy do Mystic Falls. Jasne ? To w drogę mały punku. - powiedział tak szybko aby nie zdążyli mu przerwać. Miał plan i chciał się go trzymać.
- Damon, co ty wyprawiasz ? Dlaczego mam jechać ? Nie zostawię was! - wykrzyczała.
- Dasz radę. Zaopiekuję się Jeremym. - pocałował ukochaną. - Lecimy. - Jeremy również pożegnał się z wybranką jego serca oraz z resztą i cała dwójka wyjechała z Dallas. Dlaczego tylko Jeremy został ? To jasne! Alice przede wszystkim  nie może wyczuć że sobowtór  i wiedźma uciekły, więc Jeremy dla niepoznaki został. Petrova dobrze wie że miłość Gilbertównej do brata jest bardzo silna. Wie też że nie zostawiłaby go na pastwę Damona więc będzie to idealna przykrywka.... choćby na jakiś czas. Tak właśnie sądził Damon.





I jest 31 rozdział!!! + moje pierwsze retrospekcje .! :) Dziękuje kochanie za wierne komentowanie, czytanie a przede wszystkim za to że jest nas aż 9 tysięcy.!! 

Dodałam do bloga muzykę. Jeżeli macie propozycję co do utworów to śmiało piszcie :) Na pewno wezmę pod uwagę :)
Pozdrawiam Alicja

sobota, 5 października 2013

Rozdział XXX

Wczesny ranek. Salvatore wraz z czarownicą zatrzymali się w mieście do którego wampir ma sentyment. To on pomógł przetrwać mieszkańcom tej mieściny która leży w stanie Teksas. To tam po metamorfozie Lexi, zatrzymał się na długie lata. Dallas to piękne miasteczko, które w porównaniu do Mystic Falls jest wolne od wampirów. Nie bez powodu wybrał akurat to miejsce. Ma tu swoich ludzi, przyjaciół którzy się nimi zaopiekują.
- W końcu - powiedziała mulatka. - Mam wrażenie że kości mi zastygły.
- Uroki człowieczeństwa. - Zażartował
- ha ha ha bardzo śmieszne, a skoro już o tym mówimy to moje ludzkie zmysły podpowiadają mi że muszę coś zjeść.
- choć pójdziemy do knajpy za rogiem.
Para przyjaciół weszła do małej knajpki zwanej  The Ginger Man. Przy barze stał dość przystojny i bardzo umięśniony mężczyzna. Gdy tylko weszli, blondyn uśmiechnął się na jego widok.
- Nie wierze! Stefan Salvatore - Mężczyzna również radośnie się uśmiechnął. Był mile zaskoczony. Chłopak przeskoczył przez bar po czym przytulił towarzysza Bonnie.- Kope lat. Co u ciebie?
- Hej Tommy. Liczyłem że cię tu spotkam, a u mnie jak to u mnie. Poznaj to jest Bonnie.
- Cześć. Napijecie się czegoś ?
- Właściwie to bym coś zjadła - powiedziała Bonnie
- Siadajcie, zaraz coś przyniosę.
Po chwili Tommy przyszedł z trzema szklankami napełnionymi krwią oraz podał po jednej każdemu. Bonnie  dziwnie się poczuła.
- Ja niee.... - pokręciła głową.
- Soryy ... nie mam zwierzęcej. Tylko taka. To może kawa ?
- Tak , poproszę
- Derek! Zrób kawę..... - nie wiedział jaką i zrobił duże oczy. Jedni lubią czarną drudzy latte, szczególnie kobiety.
- Latte. Dziękuje
- Stefan - nachylił się nad blondynem. - Ktoś poluję na Katherine.
- To już wiesz. Wow - zdziwił się. - Skąd?
- Miesiąc temu banda świrów zdemolowała mi bar i zabiła kilku naszych szukając Katherine. Pytali się też o ciebie i Damona.
        Jeremy właśnie obudził się. Dochodziła godzina 9 rano. Był całkowicie spóźniony do szkoły. W ciągu kilku minut zdążył się ubrać, uszykować śniadanie i wyjść. Tak się śpieszył że nawet nie sprawdził swojego telefonu. Dopiero przed szkołą dostał sms od ukochanej.
Jeremy, muszę wyjechać na kilka tygodni, może kilka miesięcy. Niestety nie mogę ci zdradzić powodu dlaczego to robię ale mogę cię zapewnić że cokolwiek by się stało, ja zawsze będę cię kochać. Do zobaczenia wkrótce.
Po głowie Gilberta roiło się od przeróżnych myśli. Po pierwsze był w szoku, ale zdał sobie sprawę że coś się dzieje. Wyjechała, zostawiając go. Po jego policzkach popłynęła samotna łza.


Po chwili zadzwonił do siostry aby ją powiadomić o tym fakcie. Ta również nie była zachwycona, tym bardziej że właśnie się okazało że rzeczy Stefana zniknęły i sam on również. Elena postanowiła coś z tym zrobić i niestety opuścić kolejny dzień. To było dość dziwne. Stefan i Bonnie byli w dobrych relacjach ale nikt się nie spodziewał że razem wyjadą.
      Tym czasem w domu Josha. Court kilka godzin  wcześniej dostał od Meredith Fell wypis ze szpitala i wrócił do domu. Był pewny że tego dnia Elena go odwiedzi w szpitalu ale  przecież go tam nie ma. Na szczęście mają swoje numery telefonów. Mimo że to przez nią wylądował w szpitalu do dziewczyna była dla niego bratnią duszą. Jego mama Kimberly właśnie usmażyła mu jajecznicę którą uwielbiał. Kobieta widząc zamyślonego syna, przysiadła się i postanowiła zapytać.
- Coś się stało, kochanie ?
- Nie, nic- odpowiedział sucho
- Czy to "nic" ma coś wspólnego z tą dziewczyną co cię odwiedzała ? - zapytała lecz nie doczekała się odpowiedzi. Jego wzrok mówił sam za siebie, a konkretnie: Mamo, nie wtrącaj się.

- Okej , nie moja sprawa. - Napiła się herbaty w czerwonym, jej ulubionym kubku. - Całkiem ładna jest.
- Dziękuje, było smaczne. - Ucałował mamę w czoło. - Idę do pracy. Kocham cię
- Ja ciebie też, synku
      W pensjonacie Gilbertów.  Elena nadal nie jest są pewna czy zniknięcie najbliższych jej osób jest przypadkowa czy też nie. Damon natomiast jest pewny że Bonnie dowiedziała się o intrydze Alice i uciekła ale nadal nie wie po co Stefan to zrobił. Mimo to nadal nie wtajemniczył ukochanej. Elena wiedziała że Alice ma jakiś interes do Katherine ale nie znała szczegółów dotyczących udziału Bennet w tej akcji. Nagle usłyszeli huk. Drzwi natychmiast wyleciały z zawiasów. Do domu wpadła Katerina. Była wściekła. Zaczeła krzyczeć.
- Gdzie jest wiedźma!
- Zapytałbym o to samo! - podszedł do niej. - Nie ma jej. Mojego braciszka również
- I mówisz to tak spokojnie! Nie taki miał być plan. Alice wszystko wywęszy.
- Co mamy robić ? - Odezwała się Elena.
- Ty! - spojrzała kpiąco. - Nic sobowtórze. Nie wtrącaj się. Jadę za nimi, Damon. 
Wampirzyca wyszła z pensjonatu wściekła. Nic nie szło po jej myśli.
Od razu skierowała się do swojego mini pałacu. Miała gust co do wyboru miejsca zamieszkania. Po godzinie była gotowa. Pierce spakowała większość swoich manatek i wraz z 2 walizkami wsiadła do wozu. Była tak zdenerwowana i wściekła że nie zauważyła że ktoś ją obserwuje.
- Co ona kombinuje ? - zastanawiała się Alice. To właśnie ona śledziła Matkę.
- To co robimy ? - zapytała złotowłosa wampirzyca. Marika należała do "ludzi" Alice.
- Jedźcie za nią. Dzwoń co godzinę.

Wampirzyca usłyszała komendę ale nadal wpatrywała się w czarne Porshe które znikało za domami.
- Na co czekasz ? Już, bo ucieknie!





Jest 30 rozdział :) Bardzo mi z tego powodu miło i również dlatego że jest prawie 9 tysięcy wyświetleń. Jestem bardzo zadowolona z tego rozdziału aczkolwiek miało być tego więcej ale nie miałam czasu. Mam nadzieje że rozdział przypadnie wam do gustu. Jest to chyba mój jedyny rozdział w którym nie ma w ogóle Deleny .

Pozdrawiam i licze na komentarze które bardzo motywują mnie do pisania.




niedziela, 29 września 2013

Rozdział XXIX

          Niedziela. Przed południem. Ludzie zazwyczaj o tej porze chodzą do kościoła się pomodlić. Tego dnia było dość ciepło jak na tę porę roku. Zbliżała się zima ale w Mystic Falls od kilkudziesięciu lat nie było mrozu. Temperatura dochodziła do dwudziestu dwóch stopni a ludzie chodzili w krótkich rękawkach. Charakterystyczny dźwięk bijących dzwonów kościelnych rozchodziły się po całej okolicy. Z dużego budynku, zbudowanego w XVII wieku wychodziło mnóstwo duchownych ludzi. Rodzeństwo Gilbertów, Caroline, Matt i Bonnie byli jednymi z nich. Kiedy już mieli kierować się w stronę swoich pojazdów, brunetka z wózkiem dziecięcym ich zatrzymała.
- Hej - radośnie powitała starych znajomych.
- Aprill ? - powiedział Jeremy ze zdziwieniem. Sądził że Aprill wyjechała. Bez wahania przytulił świeżo upieczoną mamę. - Cześć, co u ciebie ?
- Jak widać - uśmiechnęła się. - Moje maleństwo jest już w 100 % ze mną.
- Jak ma na imię ? - zapytała Bonnie
- Margaret
- Margaretttt - przeciągnęła Elena. - Śliczne imię. Długo tu jesteś ?
- Nie. Kilka dni temu przyjechałam. A co u was ?
- A w sumie nic szczególnego się nie działo - Powiedziała panna Gilbert.
- Jak to nic? - spojrzała na przyjaciółkę, Caroline. - Elena i Damon są zaręczeni - skierowała się do mamy Margaret.
- To świetnie. Gratuluje - przytuliła ją po czym Elena pokazała Aprill pierścionek. - A u was ? - tym razem skierowała się do Matta.
- A świetnie. Niedawno wróciliśmy z podróży. Jesteśmy bardzo szczęśliwi.
- Szkoda że ja nie miałam tyle szczęścia.... - zawiesiła głos. - Muszę już lecieć. Mała zaraz się obudzi a zapewnię będzie głodna. Cześć
- Do zobaczenia - rzucił Matt.- Macierzyństwo jej służy - dodał
- I to jak - zgodził się Jeremy.
- Nie zjedzcie ją wzrokiem chłopaki! - wyrwała ich z podziwu blondynka. Atak śmiechu dopadł każdego z nich.
         Godzinę później, kiedy wszyscy rozjechali się do własnych domów, Klaus wysłał Elenie, Damonowi, Jeremiemu, Bonnie, Stefanowi, Siostrze i jej mężowi i oczywiście Caroline wiadomość:
Za godzinę u mnie.Przyjdź! - Klaus
Dokładnie każdego zdziwił ten sms, a szczególnie Bonnie która uważała że Mikaelson coś knuje. Więc po tej godzinie, wszyscy bez wyjątku spotkali się w pensjonacie hybrydy.
- Po co  nas tu ściągnąłeś, Klaus ? - zapytał młodszy Salvatore.
- Spokojnie. Nie denerwuj się. Może się czegoś napijecie ? - kulturalnie zapytał gości.
- Po prostu powiedz co chcesz. Śpieszę się.
- No dobrze. Chcę abyście wiedzieli że jesteście dla mnie jak rodzina. Bardzo was szanuję- w tej chwili Damon prychnął na znak że nie zgadza się z wypowiedzią pierwotnego. Ten tylko posłał jemu mordercze spojrzenie. Klaus widocznie się zmienił przez ostatnie miesiące. A wszystko dzięki złotowłosej wampirzycy. Nadal jest twardzielem ale jego serce nie pokrywa gruba warstwa lodu. Nie zabija już na poprawienie sobie humoru. Jest bardziej uczuciowy. - Z uwagi że chciałbym uczcić to że możemy się wszyscy razem spotkać, proponuje kolację. Dzisiaj o ósmej. Tutaj. Nie ukrywam że liczę na waszą obecność.
- Wow Klaus - odezwała się Rebekah - jakie przemówienie. Nie poznałam cię, braciszku. Oczywiście będziemy punktualnie.
- My też - chórem .. a może nawet po kolei  każda z par dołączyła się do wypowiedzi, potwierdzając spotkanie. Tylko Stefan nic nie odpowiedział i wtedy wszystkie spojrzenia z pytajnikami w oczach spoczęły na blondynie.
- Ja ... yy mam dziś randkę. - Chciał się wymigać
- Świetnie! Przyprowadź ją. Poznamy się lepiej.- Stwierdził Klaus.
- Dobrze. Uciekam już . Na razie wszystkim. - pożegnał się Stefan
- My już tez pójdziemy. W każdym razie ja. Mam coś do załatwienia. - powiedziała partnerka Damona.
- Tak ? a co ? - zapytał zaciekawiony chłopak.
- yhymm muszę iść do banku. - Skłamała. Dziewczyna planowała znów spotkać się z Joshem który leży w szpitalu właśnie przez jej narzeczonego.
- Dziękuje Klaus - Caroline wzięła na bok hybrydę i podziękowała za zaistniałą sytuację. Całkowicie się tego nie spodziewała
- nie ma za co, piękna - uśmiechnął się do niej a ta odwzajemniła to.
          Damon zawiózł Elenę pod bank. Ten pytając czy ma poczekać doczekał się tylko " nie trzeba " więc pojechał do Grilla napić się ze swym kompanem od kieliszka czyli nauczycielem historii.
          Elena wchodząc do szpitala, pierwsze co uczyniła do poszła do gabinetu doktor Fell. Kiedy po zapukaniu w szklane drzwi, weszła ujrzała w pokoju Stefana. Oboje byli całkowicie w szoku ponieważ nie spodziewali się siebie w tym miejscu.
- Hej Stefan . Co tu robisz ? - zapytała pierwsza
- idziemy na mecz - odpowiedziała odważnie Meredith
- a ty co tutaj robisz ? - zapytał - nie powinnaś być w banku ?
- Co ? - zapomniała o swoim "małym" kłamstewku.- A tak no bo była tylko wpadłam po wyniki .
- Jesteś chora ? - zmartwił się.
Meredith chcąc uniknąć niezręcznej sytuacji, popędziła Salvatore'a.
- Choćby już, bo nie zdążymy. - poprosiła
- Tak, oczywiście. Panie przodem.- przepuścił ją i wyszli.
Elena miała zmieszane uczucia. Nie była pewna czy pójść do Courta czy wyjść z budynku i wrócić do ukochanego. Ostatecznie wybrała pierwszą opcję.
- hej . Jak się czujesz ? - weszła i usiadła przy łóżku.
- Świetnie. - powiedział radośnie. - Jutro mnie wypisują.  A ty jak się masz?
- niezbyt.... właśnie minęłam byłego.
- Stefan ?
- Tak... skąd wiedziałeś?
- Przegadaliśmy całą noc. Chyba zdążyłaś powiedzieć mi każdy swój sekret. - Tak właśnie myślał brunet. Był pewny że wie o dziewczynie wszystko. Jednak ona kryła znacznie mroczniejszą tajemnice.
- No tak - przez chwilę przestraszona Elena, po chwili uspokoiła się.
- Tak sobie pomyślałem że może pójdziemy w tygodniu na drinka ? - zaproponował
- Nie sądze... mam narzeczonego ...a to mu się nie spodoba - uśmiechnęła się
- Oj tam Oj tam. To przyłoży mi następny raz. Ale wiesz co ? Będzie warto bo będziesz miała kolejny powód żeby mnie odwiedzać - spojrzał flirtującym wzrokiem a ta się zaczerwieniła niczym jabłka w środku lata. Czuła się niekomfortowo z tym ponieważ ton w jaki chłopak  z nią rozmawia, podobał się jej. Czuła że to coś złego, nie wiedziała czemu przecież to tylko niewinna rozmowa.
- haha dobre... ale nie przejdzie - spojrzał na nią z miną psiaczka. Dokładnie podobną robił Damon jak chciał ją do czegoś przekonać. Nie mogła się temu oprzeć. - Okej.. zastanowię się. A tu masz troszkę witamin. - Wyciągnęła z torebki kilka pomarańczy i wyłożyła na stolik.
         Tym czasem na meczu piłki nożnej. Meredith i Stefan nieźle się bawili. Fanatyzm tej dyscypliny sportowej u kobiet był rzadki ale spotykany. Fell była bardzo zafascynowana grą tym bardziej że tamtejszy zespół wygrywał 2-1. Wypili kilka piw i zjedli po zapiekance. Nie były to potrawy prosto z restauracji ale doktor uwielbiała takie jedzenie, szczególnie w dobrym towarzystwie. Koniec meczu przypieczętowali wspólnym zdjęciem zrobionym przez mężczyznę siedzącego za nimi.

           Nadeszła kolacja u Mikaelsona. Wszyscy ochoczo zajadali się potrawami zrobionymi w najlepszych restauracjach. Klaus jak na faceta starej daty zadbał też aby na stole pojawiły się również bardziej współczesne potrawy.
- Nadal nie wierze w twoją zmianę Klausie.- w końcu Damon zabrał głos.
- A jednak. Jak to mówią ? A tak . Wiara czyni cuda - uśmiechnął się.
- Bez powodu tego nie robisz ? Planujesz totalny kataklizm ? czy może - ściszył głos - niespodziankę dla Barbie ?
Ten tylko położył palec na ustach, sygnalizując żeby nie poruszać tego tematu. Kiedy już wszyscy zjedli. Każdy usiadł przy kominku obok swojego towarzysza. Dziewczyny jak to dziewczyny plotkowały o modzie, o życiu i przede wszystkim o swoich partnerach. Grono mężczyzn popijało Bourbon, Brandy lub po prostu czystą wódkę. Woda czy sok nie wchodził dziś w grę. Po jakimś czasie bracia Salvatore znaleźli się na osobności i o czymś rozmawiali.
- Damon. Elena ma problemy ? - zapytał
- co ? jakie ?
- Nie wiem ... zdrowotne ?
- Co ? Nic mi nie wiadomo - spojrzał na swą ukochaną. - Mówiła ci coś ?
- Nie . Po prostu widzieliśmy się dziś w szpitalu i się zmartwiłem. Wiem że to twoja dziewczyna ale nadal mi na niej zależy więc... - nie skończył bo brunet mu przerwał.
- Dziękuję ci Stefanie. Na prawdę. Pogadam z nią. - Damon postanowił dosiąść się do dziewczyn.
Były tak zagadane że prawie nie zauważyły jego obecności, prócz tej która powinna ta uwagę zwrócić. Kiedy rozmawiała z przyjaciółkami, nie przejmując się niczym pogłaskała kolano niebieskookiego dla którego jej dotyk był jak narkotyk.
Po przyjęciu, dżentelmeni bezpiecznie odwieźli swe piękne towarzyszki do domu mimo alkoholu płynącego w ich krwi.
       Dochodzi godzina 2:00 Każdy człowiek o tej godzinie śpi gdyż na następny dzień idą do pracy lub szkoły. Stefan oraz Bonnie w tym czasie przekraczali granicę Mystic Falls. W tej chwili znajdują się poza miastem i wyruszają w podróż o której tylko oni wiedzą. Muszą uciekać. Oboje mają wspólny cel. Ocalić Elenę. Kolacja u Pierwotnego była im na rękę, ponieważ mogli zobaczyć się wszyscy razem. Boją się jedynie tego że bliscy zezłoszczą się z powodu tak nagłego wyjazdu. Jedynie w co mogą wierzyć to to że im wybaczą.


No to jest następny rozdział. Bardzo mi się on podoba ale ocenę zostawiam wam. :) Liczę na komentarze z waszej strony. Jak zapewnię wiecie sami z doświadczenia. KOMENTARZE MOTYWUJĄ !!! :)
Pozdrawiam wszystkich :)

niedziela, 22 września 2013

Rozdział XXVIII

       Dziewczyna weszła do budynku. Panowała w nim chłodna atmosfera. Ściany były koloru niebieskiego a w białych płytkach można było się przejrzeć. Skierowała się na drugie piętro do pokoju numer 102. Miała wątpliwości czy otworzyć drzwi i porozmawiać z chłopakiem. Nawet nie przygotowała przeprosin. Jednak po kilku minutach weszła do pokoju i podeszła do łóżka mężczyzny.
- hej, pamiętasz mnie ? - zapytała niepewnie. Miała nadzieje że nie.
- Czego chcesz ? - po jego minie można było poznać jego odpowiedź.
- Przyszłam przeprosić - Stanęła na Courtem
- Nie ma sprawy. Miło że chociaż zadzwoniłaś po pomoc.
- Mój chłopak jest bardzo nerwowy, nie chciał ci zrobić krzywdy.
- Tak, jasne. -Odwrócił głowę w stronę okna.

- nie zapominajmy że sam go sprowokowałeś.
- Aaa ..... to teraz moja wina ? hmm ciekawe. - udawał obrażonego ale w duchu znał prawdę.
- Nie potrzebnie tu przyszłam ... - Zła kierowała się do wyjścia lecz Josh ją zatrzymał.
- Mogę choć znać twoje imię ?
- Elena - uśmiechnęła się.
- Usiądź Eleno. Jestem Josh. Skoro już tu jesteś to poznajmy się bliżej.
Brunetka  przysiadła się i zaczęła pogłębiać się w rozmowie z mężczyzną.
      Dochodziła godzina dwudziesta druga. Każdego odwiedzającego obejmował regulamin co do godzin, ale w związku że Elena ma znajomości z Meredith, ta załatwiła aby nikt im nie przeszkadzał w rozmowie.
     Ranek. Rosa delikatnie zdobiła trawę i krzewy. Samochody  i dachy domów były zaszronione. Niską temperaturę usprawiedliwiała zbliżająca się dużymi krokami zima. Od dłuższego czasu miasteczko narzekało na brak słońca i wiatr którego końca nie było widać.
    Dom Salvatorów. Przez całą noc odbywała się huczna impreza. Była ona spowodowana powrotem dawnej przyjaciółki, a mianowicie panny Alexi Branson. Brało w niej udział tylko dwie osoby, ale dźwięki wydobywające się z pensjonatu świadczyły że w nim przebywało liczniejsze grono. Stefan wraz z Bonnie tego wieczoru mieli opuścić rodzinne miasteczko i udać się w nieznanie nikomu miejsce. Do salonu wszedł niebieskooki Salvatore. Na podłodze leżały torebki po krwi i butelki po wypitym alkoholu. Blondyn pił właśnie kolejny kieliszek wódki a ledwo trzymająca się na nogach Branson, tańczyła do piosenki I Love Rock N' Roll.

- Zabiłem cię - stwierdził brunet.
- a jednak żyję - Miała ochotę się odwdzięczyć, zrewanżować ale kilka litrów czystego alkoholu jej to utrudniały.
- hmmm jestem ciekawy co za idiota, przywrócił cię z powrotem.

- Zastanawiał się na tym kim może być ta osoba ale po późniejszym rozmyślaniu, zorientował się że odpowiedź nie jest tak daleko niż myśli. Blondynka rozwiała jego wątpliwości mówiąc że to Bonnie Bennett ją wskrzesiła łamiąc przy tym granicę łączącą ją z duchami. Teraz nic nie stoi Alice na drodze aby zabić Elenę. Miał mętlik w głowie. Marzył aby zatopić kły w ciele czarownicy. Był na nią wściekły więc prędko się do niej udał. Najchętniej wparowałby do jej domu i zrobił przesłuchanie ale na jego nieszczęście Bonnie miała do niego mniej zaufania i nie otrzymał od niej zaproszenia.
     Walił w drzwi jak opętany, więc trudno było go nie usłyszeć. Wiedział że mulatka jest w domu. Słyszał bicie jej serca, dlatego też nie przestawał pukać. W końcu zaspana Bennet otworzyła mu.
- Coś się stało ? - zapytała z troską. Była zła że ktoś ją tak wcześnie budzi, ale za pewnie ten ktoś ma jakiś powód.
- Tak! Ty się stałaś! - wykrzyczał - Jak mogłaś być tak naiwna i głupia by ... - I tu się zahamował . Nie miał pewności że ludzie Alice go nie śledzą
- O czym ty mówisz ? - zapytała oburzona z takim samym tonie w głosie co wampir.
- Zaproś mnie 
- Nie ma mowy - odpowiedziała stanowczo.
- Musimy pogadać - nalegał - Chodzi o Elenę.
         W tym czasie młody Gilbert zszedł na dół. Był już prawie gotowy aby wyjść do pracy. Zmartwił się gdy zobaczył śpiącą siostrę na kanapie. Uważał że ostatnio zrobiła się bardzo tajemnicza a przy tym rozproszona. Podszedł do kuchni i nalał do dwóch kubków czarnej, świeżo zaparzonej kawy po czym z jednym z nich skierował się do Eleny.
- Pobudka - pokręcił tak aby opary tego orzeźwiającego napoju zbudziły Gilbertównę.. I tak się stało.
- Ughhh.... Która godzina ? - wydukała z przymkniętymi oczami.
- Dochodzi dziesiąta. O której wróciłaś ? 
- W środku nocy ... może nad ranem - Chwyciła kubek z kawą i wzięła jej duży łyk. - dzięki, może to postawi mnie na nogi. Miłego dnia. - Wstała i weszła po schodach na piętro aby wziąć zimny prysznic.
         Te sobotnie południe Klaus wraz z Caroline mieli spędzić dość aktywnie.  A mianowicie Liz poprosiła córkę aby ta odmalowała zeszłoroczne sanie Mikołaja. Forbes należy do szkolnego komitetu więc takie coś nie było dla niej czymś nowym. Mogłaby to zadanie przekazać komuś innemu ale sama miała trochę czasu, a tym bardziej mogła w to zaangażować pierwotnego. Po serii próśb ze strony wampirzycy Mikaelson poległ i zdecydował się jej pomóc. To okazało się dla nich czymś przydatnym, ponieważ mile spędzili swój czas. Śmiali się, gonili, wygłupiali 
a pod koniec pracy cali umazani czerwoną farbą wzięli długą gorącą kąpiel. 



I Jest następny rozdział. Pisałam go będąc dość zmęczona więc przepraszam za wszelkie błędy. Jest to rozdział o wiele krótszy i zdecydowanie nie należy do moich ulubionych prac. Mam nadzieje że może wam do gustu przypadnie. Przepraszam że poprzedni weekend należał do tych bez rozdziałowych  ale niestety szkoła jest na 1 miejscu a wtedy miałam mnóstwo nauki. Liczę na komenty :) Pozdrawiam Alicja.

Obserwatorzy