:)

niedziela, 1 września 2013

Rozdział XXVI



Rozdział XXVI

- Hej Car co u Ciebie ? – zapytała Elena.
- A bardzo dobrze. Właśnie jesteśmy w drodze do nowego zoo. Klaus wie jak bardzo lubię żółwie a akurat jeden kilka dni temu się urodził. A poza tym bardzo za tobą tęsknimy. Kiedy wracasz? - Cieszę się z twojego szczęścia, Caroline. Właśnie jesteśmy w drodze. Zapewne za kilka godzin się zobaczymy a jak Jeremmy ? - Wiesz co … ja tak dobrze to nie wiem ale Bonnie z pewnością. Nie odstępuje go na krok, jeśli wiesz, o czym myślę – Obie dziewczyny zaczęły się śmiać. - Gołąbeczki- powiedziała siostra. - Dokładnie. – w tej chwili szyję blondynki zaczęły dotykać usta pierwotnego. Dziewczynie bardzo się to podobało. Nie mogąc skupić się na rozmowie powiedziała. – Klaus przestań… proszę - Kochanie jesteśmy na miejscu - Dasz mi się pożegnać?- zapytała ten tylko się zaśmiał. Forbes pożegnała się z przyjaciółką i weszła wraz z ukochanym do budynku z wielkim napisem „Zoo” Tym czasem Elena nadal była w samochodzie Damona. Zamyśliła się na chwilę. Nawet jej wzrok zrobił się nieco smutny. Nie umknęło to uwadze szatyna. - Wszystko w porządku? – rzekł zatroskany.

- Yhym – jakoś nie przekonało to Damona, który w mgnieniu oka stanął na poboczu. Zauważył że coś jest nie tak. Jego miłość coś dręczyło. Nie lubił wyrazu takiej twarzy.
- Na pewno ?
- Nie mamy wspomnień - wydukała cicho
- co ? - nie do końca rozumiał
- wspomnień. Takich o których na stare lata mogłabym powspominać - wytłumaczyła.
- ale jesteś szczęśliwa ? - Miał nadzieje że tak. On bardzo ją kochał. Nie był idealnym chłopakiem. Ich związek różnił się od innych.
- Tak. Kocham cię, Damonie ale ... szczerze mówiąc nie byłam na prawdziwej randce od... - zastanawiała się
- od zerwania ze Stefanem - powiedział wampir.
- Damon... - zaczęła. Zauważyła że zrobiło się jemu przykro
- Okej Eleno. Nie jestem Stefanem. Wiem że mieliście kilka pięknych chwil a mój brat jest w tym wszystkim lepszy. Ale cię kocham i zrobię wszystko by mieć cię blisko siebie.
Dziewczynę zamurowało. Nie wiedziała co powiedzieć. Odwróciła wzrok od szatyna. Miała nie wielkie zamieszanie w głowie.
- A wspomnienia ? Mamy je - dodał. Chciał rozwiać jej wszelakie wątpliwości. Nie chciał jej stracić. Chwycił za rękę i spojrzał na nią.
- Jakie ? Prócz wakacji w Pensylvani, potańcówek i popijawie w Grill'u nie mamy nic. Spójrz na Caroline. Cały czas gdzieś wychodzi. Jak to nie z Tylerem to teraz z Klausem. A co najgorsze okazuje się że mój młodszy brat ma ciekawsze życie towarzyskie niż ja.
Damon zabolało to jak nigdy wcześniej. Aż się w nim zagotowało. Nie chciał więcej o tym dyskutować. Zawsze się tak starał a nie zawsze szło po jego myśli. Elena była dla niego wzorem kobiety. Odkąd ją znał chciał ją zadowolić. Wyszedł z auta i oparł się o maskę. Na dworze tego dnia było dość chłodno, około szesnastu stopni celsjusza. Słońce tego dnia nie zawitało w żadnym miejscu które mijali. Chłopak ubrany był w jak zawsze ciemne jeansy i obcisły czarny T-shirt który idealnie podkreślał dobrze zbudowane ciało Salvatore'a. Dziewczyna nie wybiegła od razu za ukochanym. On musiał ochłonąć a ona przemyśleć to co właśnie powiedziała. Jednak po kilku minutach wyszła na zewnątrz. Podeszła i przytuliła cię a jej wargi delikatnie muskały jego ramiona.
- Przepraszam - powiedział. Bardzo rzadko to mówił, ale jeżeli już to robił to na pewno szczerze. Źle się z tym czuł że nie był dla niej ideałem.
- Nie, Damonie. Nie przepraszaj. Nie powinnam tego mówić.
- Mówiłaś że tęsknisz za randkami - odsunął się od niej.
- Tak ale nie musimy o tym teraz rozmawiać. - Pocałowała go
- A co powiesz na kino ? Ja, ty i ciemna sala, hmm ?- chwycił ją w pasie   
- Nie musisz się dla mnie zmieniać. Wiem że nie lubisz "tych" rzeczy.

- Już mnie zmieniłaś. To jak ? Randka o ósmej ?
- Jesteś cudowny - Przytuliła go z całej siły. Bardzo cię ucieszyła. Brakowało jej tego. Wrócili do samochodu i ruszyli w drogę. 
Kilka minut wcześniej
- Jaki śliczny, awww - powiedziała podekscytowana Forbes. Jej  oczy błyszczały jak gwiazdy. Uwielbiała zwierzęta dlatego przerzuciła się na krew z torebek. Myśl o zabiciu choćby wiewiórki nie wchodziła w grę.
- Chciałabyś mieć żółwia ? - zapytał swym brytyjskim akcentem Niklaus.
- Oczywiście że tak. Miałam nawet jednego ale Bobi uciekł mi jak miałam trzynaście lat. - rzekła mile wspominając swojego pupila.
- ha ha ha ... Bobi ... ha hahah  co to za imię ? - hybryda nie ukrywał śmiechu.


- to nie jest zabawne. Byłam dzieckiem. - Dziewczyna wypowiadając te słowa odgarnęła kosmyk swych złotych włosów który natarczywie opadał na jej czoło.
Damon i Elena dojechali na miejsce a dokładnie pod dom Gilbertówny. Wypakował z bagażnika jej torbę i odprowadził do drzwi mówiąc.:
- Pamiętaj że mamy randkę - pocałował ją w polik


- nie spóźnij się - krzyknęła za nim i weszła do swojego domu. Oczekiwała że Jeremy  w nim będzie ale ten zapewnię ma zmianę w Grill'u.
Nadeszła godzina za dziesięć ósma. Elena była już prawie gotowa. Założyła biało-lawendową sukienkę, fioletowy sweterek i czarne balerinki. Nie wiedziała co zrobić z włosami więc je tylko wyprostowała i pozwoliła aby równie opadały na jej ramiona. Kiedy zakładała srebrzyste kolczyki usłyszała za sobą głos Damona. Nie stroił się za bardzo ale we wszystkim było mu do twarzy. Miał w ręku bukiet białych Lilii. Były śliczne a różowa wstążka dodawała im uroku. Brunetka uśmiechnęła się. Ucałowała wampira po czym chwyciła bukiet w dłonie. Zbliżyła twarz do nich i każdego kwiatka z osobna powąchała. Jakie to romantyczne, pomyślała i pojechali do kina. Randka zapowiadała się świetnie tym bardziej że chłopak pozwolił jej wybrać repertuar.  Panna Gilbert wybrała "Powiedz tak" w której grała jej ulubiona aktorka i jednocześnie piosenkarka, Jenifer Lopez. Nie była to premiera ale dziewczyna zawsze chciała go zobaczyć, lecz niestety brak czasu i nie małe zamieszanie w jej życiu uniemożliwiało jej to. W pewnym momencie dziewczyna zapytała.
- A co jeżeli za kilkanaście lat się rozwiedziemy ? Co jeżeli będziemy walczyć przeciwko sobie ? - zapytała przyszła narzeczona Damona

- Kochanie , jeżeli masz jakieś wątpliwości... - nie mam. Chcę za ciebie wyjść ale .. po studiach okej ? - dlaczego tak późno ? - zapytał zdziwony  - chcę mieć kilka lat wolności - zaśmiała się. Kiedy seans dobiegł końca Elena poszła do toalety a Damon w tym czasie grał na automatach. Jak to dziewczyna, musiała przeczesać swe brązowe kosmyki włosów i makijaż. Kiedy już wyszła nie mogła znaleźć jej towarzysza, lecz kiedy ich spojrzenia spotkały się jej wargi delikatnie uniosły się w górę. Idąc przed siebie poczuła czyjąś dłoń na jej pośladkach. Odwróciła się energicznie. Był to brunet o pół głowy wyższy od niej.
Piękny uśmiech nie tłumaczył jednak jego bezczelnego zachowania. Elena spoliczkowała go a Salvatore stał już koło niej. Doszło między mężczyznami do ostrej wymiany zdań. Wiedząc kto wygra, dziewczyna próbowała ich uspokoić , lecz na marne. Potem przenieśli się na balkon gdzie chłopak rzucił się na jej ukochanego. Wampir zaś jedną ręką wypchnął go z dwupiętrowego budynku. - I po kłopocie, nic ci nie jest ? - skierował się do ukochanej. - Mi nie ale lepiej sprawdźmy co z nim. - Elena była bardzo roztrzęsiona. Często widywała śmierć wampirów ale nie ludzi. - Uspokój się, nic mu nie będzie. Słysze jego oddech. - Uff to dobrze.Ale mimo wszystko musimy mu pomóc, Damonie - Uspokoiła się troszkę lecz nadal była w szoku. - Okej. Za chwilę skrócę jego cierpienie i wszystko będzie grać - powiedział pewnie. - O czym ty mówisz.! trzeba zadzwonić po pomoc! - była zła postawą ukochanego. Ona chciała ocalić mu życie, on zakończyć je. - To tylko człowiek ! - wykrzyczał. Nie zdawał sobie sprawy z tego co właśnie powiedział. Przecież jego luba była człowiekiem. - Masz racje. Nie ma czym się przejmować - powiedziała ironicznie do chłopaka. - Wracaj do domu - A ty ? - był bardzo zdziwiony. - Ja jestem TYLKO człowiekiem - rzuciła z naciskiem na "tylko" - A bycie nim jest dla mnie cenniejsze niż cokolwiek - Te ostatnie słowa syknęła ze smutkiem zaciskając zęby. Tak jak stała, wyszła z budynku. Pozostawiając oszołomionego narzeczonego. Po drodze zadzwoniła do Meredith. Cały czas stała nad brunetem, modląc się o jego ocalenie. Po dziesięciu minutach karetka przewiozła chłopaka do szpitala. Na szczęście pozwolili Elenie jechać z nimi. Okazało się że to nic poważnego. Pewnie dlatego że upadł na trawnik. Doktor Fell poinformowała Elenę o stanie jego zdrowia. Dostał lekkiego wstrząsu mózgu, złamał trzy żebra i lewy nadgarstek. Nie było to nic poważnego ale chłopak nadal był nieprzytomny. Z dokumentów wynika że nazywa się Josh Court. Policja która przybyła na miejsce zebrała zeznania od panny Gilbert. Jej wersja wyglądała tak: Chłopak wyszedł na balkon, za mocno się wychylił i wypadł. Natomiast Meredith nie uwierzyła w wypadek więc Elena wszystko jej wyjaśniła. Zdenerwowany i bardzo zły Damon pił ze swoim przyjacielem w Grill'u. Po wyjściu z kina zadzwonił do Saltzmana a ten jako przyjaciel nie mógł zostawić go samego. - Wybaczy ci - powiedział nauczyciel

- Sęk w tym że ostatnio coraz częściej się coś między nami psuje.
- Historia lubi się powtarzać - Rick wziął duży łyk Bourbona
- właśnie że nie! Katherine była inna. Nie przejmowała się niczym. Gdy coś było nie tak wyłączała swoje człowieczeństwo i żyła dalej. A Elena .... nie zabiorę jej tego, nie potrafiłbym. Gdybym ją przemienił , znienawidziłaby mne.
- Za kobiety - Alarick wzniósł toast lecz jego kompan nie uczynił tego tylko duszkiem opróżnił zawartość szklanki.
Elena przed dobre cztery godziny czekała aż chłopak się ocknie. Chciała go przeprosić za Damona. Taka była. Był środek nocy. Trzecia trzydzieści nad ranem. To stanowczo późno, więc postanowiła wrócić do domu. Przed wyjściem natomiast zamieniła kilka słów z Meredith. Gdy już weszła do domu od razu poszła do łazienki. Zimną wodą schłodziła swoją twarz. Chciała zmyć cały ten ciężki dzień. Jeremy miał chyba lekki sen bo mimo że była cicho, braciszek zszedł na dół.
- Cześć, myślałem że jesteś u Damona - był zdziwiony - A jak film ? - dodał
- Co ? - zamyśliła się. - A tak film. Świetny. Przepraszam Jer, jestem zmęczona - Chwyciła butelkę wody z lodówki
- Dobranoc - rzuciła i poszła do swojego pokoju 

No to mamy następny rozdział. Jak obiecałam co 7 max 10 dni będę dodawać nowe rozdziały a więc jest. Mam nadzieje że rozdział wam się spodoba szczególnie że poświęciłam na niego dużo czasu. Jak widzicie jest to mieszanka słodkiej Delenki i jej kłótni. Już koniec wakacji jutro szkoła ahhh ten czas leci . Mam nadzieje że w roku szkolnym będę miała dla was tyle samo czasu albo i więcej. Liczę na wasze komentarze.
Ja teraz idę do liceum, nowa szkoła , nowi ludzie. Wiadomo jakiś stres jest a wy ? Jaką klasę zaczynacie teraz ?
Pozdrawiam, Alicja 
+ Zrobiłam duże poprawki w bohaterach :) Są gify zamiast zdjęć. Ogólny opis bohatera. Postaram się dodać każdego bohatera :) 

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Nominacja :)

Witam, zostałam po raz "ęty" nominowana do Liebster Award :)
Kochani  :) Dziękuje bardzo za wszystkie nominację. ''Nominacja Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera, w ramach uznania za ''dobrze wykonaną robotę''. Jak już wcześniej pisałam nie jest to moja pierwsza nominacja z czego się bardzo cieszę aczkolwiek nie będę nominować innych blogów :) Jest ich na prawdę wiele. Takich których uwielbiam :) Jeżeli cię zaobserwowałam to oznacza że jesteś w gronie moich ulubieńców. Mimo to postanawiam odpowiedzieć na pytania Hayley która właśnie mnie nominowała :)

Pytania i odpowiedzi :)

1. Ulubione danie ?  - o jezuu :) Chyba najbardziej lubię Spaghetti :)
2. Ulubiony serial ? - "The Vampire Diaries" - oczywiście :) , "90210" i być może nie długo "The Orginals". Z polskich - "Pierwsza miłość", "Przyjaciółki", "Przepis na życie" 
3. Twoje najmilsze wspomnie z wakacji ? - hmm tych :) ? Niech się zastanowię. Chyba całe wakacje były dla mnie miłym wspomnieniem. Pierwszy raz sama za granicą. Nowe otoczenie. Nowi ludzie których miałam okazję poznać są zdecydowanie miłym przeżyciem :)
4. Twoja ulubiona piosenka ? - Nie mam takiej. Ostatnio bardzo często słucham Eda Sheerana :) Ale na chwilę obecną najczęściej słucham Krewella - Alive :)
5. Od kiedy piszesz blogi ? - Jest to mój jedyny blog i piszę go od podajże 25 kwietnia 2013 roku :)
6. Ile masz lat ? - Mam 16 lat 
7. Ulubiony aktor/aktorka ? - Ta lista będzie długa ale nadal Ian Somerhalder na 1 miejscu :) Aktorka ? chyba Candice Accola :) widziałam ich nie tylko w TVD . Są młodzi i utalentowani :) Może gdybyś zapytała o większe grono moich ulubieńców na pewno zajęło by to pół strony :P Hhehe 
8. Wolisz pisać w domu czy w towarzystwie natury ? - Myślę że to nie ma znaczenia gdzie. Ważna jest aby była wygoda, słuchawki i pełna bateria w telefonie :)
9. Jak zaczęła się twoja przygoda z blogowaniem ? - Jeju nie pamiętam :) Ale z tego co wiem natknęłam się na podobny blog i stwierdziłam że może i ja spróbuje :) Początki były ciężkie. Podpisywałam się nawet pod pseudonimem Rebekah a moi bliscy o blogu nie wiedzieli. Później kiedy zaczęłam wierzyć że całkiem dobrze piszę, powiadomiłam rodzinę i przyjaciół. Dostałam duże wsparcie od nich oraz od was moi drodzy czytelnicy co jest dla mnie bardzo ważne :)
10. Wierzysz w duchy ? - Czy wierze w duchy ? hahah dobre pytanie. Zdecydowanie nie chociaż bywają momenty w którym boję się byle skrzypiącego fotela. xd
11. Czy ta nagroda coś dla ciebie znaczy ? - Hmm być może gdyby nie była ona taka Online znaczyłaby dla mnie więcej, aczkolwiek jest dla mnie ważna ponieważ oznacza to że pisze całkiem nieźle :) 


Jeszcze raz piszę że nie nominuję blogów :) 



Odpowiedziałam bardzo wyczerpująco na każde pytanie :) Mam nadzieje że czegoś się ode mnie dowiedzieliście :) Pozdrawiam gorąco was wszystkich :)

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział XXV

Rozdział XXV


- co ? zwariowałeś ? - zapytała wściekła Bennett. Miała nadzieje że to co teraz dotarło do jej uszu nie było prawdą. - Nie wskrzeszę jej, Stefan. Nawet nie posiadam takiej mocy - dodała po chwili oburzona mulatka.
- Ale ona jest moją przyjaciółką - powiedział bardzo powoli, ściszonym  tonem. - A ty jesteś z rodziny Bennettów. Na pewno ci się uda. - chwycił ją za rękę. - Proszę cię, zależy mi na tym.
Czarownica nie wiedziała co myśleć. Jest gotowa poświęcić się w imię przyjaźni. Ale wiedziała jakie będą konsekwencje. Wskrzeszenie człowieka lub kogokolwiek a zwłaszcza istotę nadnaturalną powodowała brak wsparcia u wiedźm. To one kontrolowały jej magię. Pomagały jej. Nie mogła ich zawieść. Przez dobre kilka minut wpatrywała się w zielone tęczówki przyjaciela.
- Nie wiem, Stefanie. - spojrzał na nią zawiedziony - Muszę się zastanowić. To nie jest łatwa decyzja. - odparła ratując sytuację. Nie chciała by Stefan myślał że nie może na nią liczyć.
- Rozumiem. Musze już lecieć. Daj znać jak się zdecydujesz.
Rano. Około godziny siódmej. Przed wielkim pensjonatem stała kobieta. Miało ciemne włosy do ramion. Pukała w drzwi. Nikt nie odpowiadał więc po prostu do niego weszła.
Po tym jak to uczyniła od razu została przygnieciona do ściany. Pierwotny o nienagannym stylu pchnął wampirzycę tak mocno że drogocenna waza stojąca obok na marmurowym stoliku rozpadła się na kilkanaście kawałków. Po chwili uścisk zrobił się lżejszy a wampir z krzykiem, trzymając się za głowę upadł na ziemię. Z jego nosa krew płynęła bardzo szybko i obficie. Ból głowy był natomiast tak silny, że pierwotny mylił go ze śmiercią.
- Dość!!! - Krzyknął Klaus.
Po tym jak usłyszał krzyki swojego brata postanowił interweniować. - Co ty do cholery wyprawiasz ? - czarownica uwolniła Elijah od cierpienia.
- Żadnych świadków. Taka była umowa Klaus.
- On nic nie wie. Z resztą nie zapraszałem go.
- Tak ? To dlaczego się na mnie rzucił ? Chyba nie zdaje sobie z tego sprawy kim jestem i do czego jestem zdolna Nick.!
Elijah natomiast podniósł się. Nadal miał skrzywioną minę.
- Kim jesteś !? - syknął starszy Mikealson
- Alice - uśmiechnęła się czarownica pokazując śnieżnobiałe kły. Była pewna że nic jej nie grozi kiedy Niklaus jest obok.
- Pytałem o twoją nadnaturalność, Młoda. ! - ten uśmiechnął się jeszcze szerzej. Jest nieśmiertelny. Nic mu się nie stanie.
- Czyżby Katherine cię nie wtajemniczyła ? - zapytała
- O czym ona mówi, bracie ? - skierował się do hybrydy.
- Katherine ma córkę, czarownicę która w dniu dwudziestu lat została przemieniona w wampira a jej moce jej nie opuściły - bardzo niechętnie wytłumaczył wszystko. Ale wiedział że Elijah może im pomóc w odzyskaniu Kateriny. Zawsze szukał w Katherine cech Petrovej którą tak bardzo kochał.
- I ??? Co ona ma z tym wspólnego ? - zapytał. Może i znał odpowiedź ale bał się jej dopuścić do myśli.
- Ty .. - wydusił cicho od niechcenia. - ale jak to możliwe że możesz praktykować ? - Pierwotny był wręcz zafascynowany historią Alice. Nigdy wcześniej nie poznał ani nie usłyszał o czymś takim. To coś nowego w naturze.
- Czarownice. A skoro już wiesz.  Musisz nam  pomóc albo  zamienię cię w popiół i wysypię w Miami Beach - rzekła bardzo stanowczo.
- temperament Petrovych - powiedział dość wesoło. W czasie kiedy to Klaus i Alice mu ich plan, ten zaś porozlewał do trzech kryształowych szklanek Whisky
- Wchodzę w to - powiedział - Ale jedna rzecz. Katherine nie może wiedzieć że maczałem w tym palce.
- Zgoda - wznieśli toast za nowe życie.
Nagle do hybrydy zadzwonił telefon. Wyciągnął z jeansowych spodni białego Iphona i spojrzał na wyświetlacz.
- Przepraszam na chwilkę - rzucił i szybkim krokiem znalazł się przed domem po czym odebrał telefon od złotowłosej Caroline.
- Alice, mam pytanie ? - zaczął dość poważnie.
- Tak. - odpowiedziała krótko.
- Czy to twoja prawdziwa twarz ? - zapytał niepewnie.
- nie rozumiem. - Zdziwiła się bardzo jego pytaniem
- Z tego co słyszałem ostatnio byłaś dziesięcioletnią dziewczynką - zaśmiał się nadal zostając elegancki.
- Tak, Elijah to jestem ja. Coś jeszcze panie wścibski ?
- Twoje dziecko... - nie wiedział jak zacząć - Ile miałaś lat ?- ton zrobił się spokojniejszy, łagodniejszy a zarazem współczujący.
- Piętnaście... - ona również zmieniła ton na bardziej spokojniejszy. W oczach było widać smutek - Zostałam zgwałcona..
- A co z Ojcem ?
- nie wart złamanego grosza. Zabiłam go - Powiedziała dumna z siebie. Mimo to było jej bardzo przykro. Nie mogła pokazywać słabości .- Muszę wracać. Będziemy w kontakcie - wydukała i zniknęła za potężnymi drzwiami rezydencji Mikealsonów.
Pensylvania. Piękny słoneczny dzień. Tego poranka Elena obudziła się przy swoim ukochanym. Nadzy, zakochani a przede wszystkim szczęśliwi. Dziewczyna wtulona w pierś partnera bawiła się jego włosami na torsie co spowodowało że niebieskooki uchylił powieki.
- hej - pocałowała go. Taki buziak ma dzień dobry który potrafił osłodzić im całe życie.
- Witam Pani Salvatore - ta tylko się zaśmiała
- Nigdy nie mówiłeś że chcesz założyć rodzinę - wtuliła się mocniej.
- Kochanie, nie rozmawiajmy teraz o tym - spojrzał na nią flirtującym wzrokiem. Położył się na niej.
- Sex nie ucieknie - odsunęła się
- rozmowa też .... kochanie dopiero cię odzyskałem
- Chcesz się pobrać ? czy tylko sprawdzałeś moje uczucia do ciebie - zapytała. Usiadła po turecku oczekując odpowiedzi.
- Nasze wesele będzie najpiękniejsze... ten dzień będzie wyjątkowy. Zrozum że cię kocham.
- Ja ciebie też ale nie odpowiedziałeś na pytanie. - powiedziała z lekka złą. Ten zauważywszy to zaczął działać.
- Tak. Chcę się z tobą ożenić. Chcę abyś była moją żoną. I pragnę abyśmy na zawsze byli razem - Spojrzał jej głęboko w brązowe tęczówki po czym zrobił tą jego sztuczkę.
Damon potrafił tak ją oczarować. Miała słabość do jego spojrzenia, seksownego uśmiechu i pięknych dołeczków. Przy nim nogi robiły się jak z waty. Tak właśnie działał na nią Damon.




No to po 9 dniach mamy nowy rozdział :) Mam nadzieję  że się spodoba :) Dziękuje że jest nas już 6 tyś wow :) Miłego czytania :) Licze na komenty :) Pozdrawiam

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział XXIV

Rozdział XXIV

Nowy dzień. Bardzo pochmurny i deszczowy. Tego dnia ani jeden promyk słońca nie mógł przedostać sie przez  zachmurzone niebo. Krople deszczu głośno stukały w okna tamtejszych domów. Było około godziny ósmej rano. Ludzie zazwyczaj piją kawę o tej porze ale nie on. Przemoczony brunet wszedł do pierwszego napotkanego baru. Rozejrzał się dookoła. Wszystkie stoliki były zajęte oprócz jednego przy oknie. Mimo to wybrał miejsce przy barze. 
- Co polecacie ? - spojrzł na barmana.
- Jajecznica na boczku, naleśniki z serem ... - nie dokoczył bo brunet mu przerwał
- A coś do picia ?
- Kawa , herbata ?
- Bourbon .... dwa razy 
- Kobieta ? - zapytał barman, nalewając trunek. Chłopakowi często żalą sie mężczyźni. Oczywiście nie o tak wczesnej porze i po kilku głębszych.
- Można tak powiedzieć - odpowiedział Damon.
W tej chwili do baru weszła długonoga brunetka. Miała piękne kręcone włosy i zniewalająco seksowny uśmiech. Damon nie mógł się jej napatrzeć, zwłaszcza że bardzo dobrze znał tą twarz. Kobieta kocim krokiem zbliżyła się do wampira po czym dosiadła się i powiedziała.
- A ty od rana już pijesz... oj nie ładnie. Słyszałam o Elenie.. Tak mi przykro.... chyba - uśmiechnęła się zadziornie.
- Co jest takie ważne że przerywa mi porannego drinka? - zapytał Salvatore. 
- Chciałam się z tobą spotkać - Dziewczyna zamówiła kawę i zaczęła bawić się swoimi lokami.

- To już wiem. Ale dlaczego chciałaś się spotkać, Katherine? - Tym razem jego ton zrobił się bardziej szorstki. A imie towarzyszki z trudem przeszło mu przez gardło. Nie miał czasu na pogaduchy z byłą więc od razu kazał jej przejść do sedna.
- Mam problem, a kiedy mówie problem mam na myśli globalny kryzys.- wzięła mały łyk Latte nie odrywając oczu od Damona. Jej wzrok był lekko zdesperowany a zarazem przerażony.
- Wow. Katherine Pierce się czegoś boi. .... w czym rzecz ? I wogóle skąd pomysł że ci pomogę - uśmiechnął się szeroko jak tylko mógł.
- Uwierz opłaci ci się - Powiedziała błagalnym tonem.
- Nie sądze, ale w sumie jak przejechałaś tyle kilometrów żebym ci pomógł to chociaż powiedz czym jest ten twój „problem„ - powiedzał gestykulując dłońmi.
- Moja córka z pomocą wiedźm spiskuje przeciwko mnie.
- I ? To tyle ? - zapytał - Z resztą dziwi cię to ? Zostawiłaś ją ... nie szukałaś jej to teraz ci się odpłaca.
- Nie .. bardziej dziwi mnie jak czarownica przemieniona w wampira może nadal praktykować
- hmmm .. - chłopak zrobił myślącą minę. - Powiedzmy że mnie zainteresowałaś. - wstał z krzesła i wyszeptał - to nie jest najlepsze miejsce na tego typu rozmowy - chwycił kurtkę i wyszedł. Wampirzyca dopiła kawę i również skierowała się do wyjścia.
Petrova i starszy Salvatore jechali granatowym Mustangiem Damona w nieznane jej miejsce. Podczas przejażdżki Katherine starała się wszystko wyjaśnić Damonowi.
- Czyli twierdzisz że Alice jest wiedźmą ?
- Dokładnie - Przytaknęła Kath
- Ale to sie nie trzyma kupy ... ty nie byłaś przecież spokrewniona z czarownicą - Zjechali na pobocze.
- Ja nie... ale być może jej Ojciec.
- Okej wiemy jedno twoja nadnaturalna córka coś planuje... ale co ?
- To czego najbardziej się bałam... - powiedziała ze strachem w oczach. Damon rzucił jej pytające spojrzenie - Bycia znowu człowiekiem - dodała.
- co ? - zaśmiał się - ha ha ha proszę cię... i niby jak miałaby to zrobić skoro jedynym wyjściem jest lekarstwo które akurat jest w twoim posiadaniu. Ha Ha Ha  no niezła zemstę sobie wymyśliła - uśmiechnął się szeroko. Wiedział że Katherine jest najlepszym wampirem ale najgorszym człowiekiem. Gdyby się nim stała byłaby słaba , a ona nienawidzi być słabym . To by ją zniszczyło. 
- Ona nie chce się mścić - zrobiła smutną minę. - Z tego co wiem ona jako czarownica słyszy głosy. Ponoć moja „dusza„ krzyczy o uwolnienie - Mówiąc te słowa sama w nie nie wierzyła. - A jedynym sposobem jest śmierć ... albo powrót do człowieczeństwa. Na dodatek zawarła umowę z Klausem. Kiedy już stanę się śmiertelna będą próbować utrzymać mnie przy życiu za wszelką cenę by Klaus mógł produkować swoje cholerne hybydy. Potrzebują więc lekarstwa i czarownicy poza kontrolą 
- Czyli ?
- Czyli takiej która wskrzesi zmarłego
Nie chciała prosić nikogoć o pomoc. Zawsze sobie dawała radę. Ale była w potrzebie i wiedziała że Damon jej pomoże. Był jej potrzebny.
- Wow . Niezła jadka. Ale nadal nie przekonałaś mnie do choćby kiwnięcia palcem
- Zapomniałam wspomnieć że tylko jeden sobowtór może żyć? - Uśmiechnęła się zadziornie. Czuła że to dobry punkt w który warto uderzyć. Jej przewaga zaczęła rosnąć
- O czym mówisz ? - Pierce nic nie odpowiedziała . Wyciągneła palec by włączyć radio. Damonowa cierpliwość powoli się kończyła więc chwycił wampirzycę za rękę i łamiąc jej paliczki dał jej do zrozumienia żeby z nim nie pogrywała.
- Ałćććć.. - zaczęła krzyczeć po czym nastawiła swoje kości i w końcu powiedziała .- Tylko jeden sobowtór może żyć ludzkim życiem - rzekła z dużym naciskiem na LUDZKIM po czym dodała - Więc żebym znów mogła stać się człowiekiem ... - nie dokończyła.. Nie musiała . Dobrze znała Damona i wiedziała że jest na tyle inteligentny by się domyślił.
- Elena musi umrzeć... - dokończył bardzo cicho i niechętnie.
 - nie pozwole na to,  Katherine - Ta zaś spojrzała na niego jakby chciała powiedzieć „ Ja też „ Ale nie dlatego że zrobiło się jej żal Eleny która miała zostać ofiarą ale dlatego że jest samolubna i troszczy się tylko o siebie. - A więc ? Domyślam się że masz jakiś plan
- Zamierzam to skończyć.  - odparła dumnie
- jak ? 
- Zabiję ją .. a ty mi w tym pomożesz.
W tym momencie zajechali pod dom jednorodzinny. Na podjeździe stał jeszcze jeden samochód. Gdy tylko wampir go ujrzał zrobiło mu się ciepło w środku. Jego usta wygięły się w górę a źrenice rozszerzyły się do rozmiaru maxi. Po chwili był już w środku przytulając z wyglądu tą samą kobietę która towarzyszyła mu przez ostatnie dwie godziny.
- Damon, Przepraszam - Powiedziała zapłakana Gilbert.
- Ciii... - Pocałował ją - Kocham cię, Eleno - dodał.
- A ja ciebie Damonie - ściskali się długo i bardzo mocno. Brakowało im swojej obecności , zapachu, oddechu, głosu, spojrzenia a najbardziej pocałunków.
- Czy oświadczyny nadal są aktualne ? bo... -  i w tym momencie ich usta ponownie się złączyły w jedność .
Damon zapomniał na chwilę o tym co niedawno usłyszał od Katherine. Resztę dnia spędzili razem na namiętnych chwilach i dzikim seksie.
Tym czasem w Mystic Falls u Forbesów. 
- Słyszałem że wybierasz się do college’u - powiedział Mark biorąc spory łyk czerwonego wina.
- Tak. Razem z przyjaciółkami będziemy studiować.. ale jeszcze nie wiemy na jakiej uczelni. - uśmiechnęła się Car
- A ty ? - zapytał Klausa
- Ja.. - zawahał się przez chwilę.
No bo co miał powiedzieć ? że jest za stary na college ? - Uwżam że College jest przereklamowany. Z resztą bardziej od nauk ścisłych interesuję się sztuką.
- Yhymm a jaką konkretnie ? - Mark co chwilę o coś pytał.
- Lubie rysować, malować ... rzeźbić .- niechętnie odpowiedział Mikealson.
- Artystyczna dusza - odparł biorąc kęs mięsa które upiekła Liz z pomocą córki.
Później nastała niezręczna cisza która trwała co najmniej dziesięć minut. Nikt za bardzo nie był chętny do rozmów.
- Dziękuje za kolację, Liz. Była pyszna ale niestety muszę już się zbierać. Obiecałem pomóc w czymś Rebece. Miło było cię poznać, Mark - Klaus podał rękę Markowi. 
- Już idziesz ? - Zapytała Caroline 
- Tak. Zobaczymy się później skarbie - Cmoknął dziewczynę i wyszedł. Kiedy tylko wsiadł do swojego samochodu odetchnął z ulgą. Nie lubił takich sielanek. Zrobił to tylko dla swojej ukochanej. Pomoc Rebece to oczywiście ściema więc odrazu pojechał do Grilla napić się czegoś mocniejszego niż wytrawne wino.
Godzinę wcześniej.
Młoda Bennet siedziała na kanapie w swoim domu skacząc po kanałach w telewizji. Nic wartego uwagi w nim nie było więc z lekka przysypiała. Z transu wyrwało ją pukanie do drzwi. Pośpiesznie wstała i otworzyła. To był Stefan 
- Hej - przywitała się
- hej mogę wejść ? - zapytał
- Tak oczywiście . Coś się stało ? nie wyraźnie wyglądasz - zmartwiona Bonnie usiadła na kącie sofy.
- Musisz coś dla mnie zrobić - Powiedział zdespreowany Stefan.
Tego dnia wyglądał jak wrak człowieka albo to co po nim zostało. 





Hejka kochani :) 
Jest następny rozdział :)
Po 1: Przepraszam bardzo was za tak długą nieobecność. Niestety nie miałam możliwości dodawania nowych postów aczkolwiek wasze blogi systematycznie czytałam. Bardzo mi przykro że musieliście tyle czekać . Mam nadzieje że to was nie zraziło :) Postaram się dodawać rozdzały co tydzień :) A rozdział dedykuje  Szklanka Mleka oraz Julkaa ;* które czekały na ten rozdział oraz dla was wszystkich  :)
Po 2: Co do rozdziału . Nie jestem bardzo z niego zadowolona ponieważ miałam  o niebo lepsze prace. Mimo to jest ważny. Jest czymś w rodzaju rozwiązaniem urwanych wątków. Pewnie zauważyliście że wdrażałam nowe wątki po czym zostawiałam je bez rozwiązania :) W tym rozdziale dowiecie się jaki miał sens dany „opuszczony„ wątek taki jak np. Katherine i kradzież lekarstwa, Alice - córka Kath jak i ten z poprzedniego rozdziału. Mam nadzieje że wam się spodoba :) Jeżeli tak to oczywiście komentujcie a jeżeli nie to również napiszcie co wam się nie podoba. WASZE OPINIE SA DLA MNIE WAZNE :)  
Po 3: Ostatnio czytałam dużo nowych blogów . Były nawet takie które zaobserwowałam . Jednak wczoraj przeczytałam fajnie zapowiadający się blog o Delenie .. którą uwielbiam i czegoś mu brakuje .. a mianowicie czytelników a więc zapraszam na KLIK
Po 4 : Koniec wakacji :( Napiszcie jak wy spędziliście wakacje :) Z chęcią poczytam :)
Pozdrawiam Alicja.

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział XXIII



Witam was kochani z powrotem. Minął miesiąc od ostatniego rozdziału. Wiem dobrze że czekaliście na nowy rozdział z niecierpliwością co wywnioskowałam po komentarzach. Wiem również że czekaliście na to czy Elena powie Damonowi „tak„ czy też „nie„. Mam nadzieje że nowy rozdział wam się spodoba. Licze także na wasze komentarze. Pozytywne czy nawet negatywne bardzo mnie motywują. A więc życzę wam miłej lektórki i licze na komentarz :)


Rozdział XXIII


- A więc ?- zapytał . - wyjdziesz za mnie ?.
Dziewczyna wzięła głęboki oddech. Spojrzała mu w oczy i powiedziała :
- nie. - lekko kiwając głową.
 Wyciągnęła rękę i dotknęła jego twarzy. - Przepraszam - dodała. Uniosła suknię, odwróciła wzrok i wyszła z sali.

Przyjaciele byli w szoku, kiedy dowiedzieli się o jej decyzji. Stefan podszedł do patrzącego przed siebie brata.
- Wszystko okej ? - zapytał. Kochał Elenę ale nie cieszył się z odmowy. Chciał by brat był w końcu szczęśliwy.

- Idźcie wszyscy do piekła i dajcie mi święty spokój - oburzony odburknął.
Bennett i Forbes natychmiast wybiegły za przyjaciółką. Elena siedziała przed wejściem.

- Odwioze cię do domu. - zaproponowała Caroline. Brunetka zaś płakała i nie potrafiąc wykrztusić z siebie słowa przytaknęła głową po czym udała się w kierunku czarnego mercedesa młodej Forbes.

Następny dzień. Elena siedzi w kuchni z przyjaciółkami pijąc kawę. Co chwile zerkała na telefon.
- Zadzwoń do niego - powiedziała Bennett.

- myślisz że powinnam ?

- myślę że coś cię gryzie . Więc zrób co uważasz za stosowne.

Gilbertówna bez wahania chwyciła za swojego iphone’a i „wykręciła„ numer do starszego Salvatore’a.
- nie odbiera - żuciła telefon na blat. - nienawidzi mnie - zrobiła smutną minę.

- nie prawda. On cie kocha. Ciebie nie da się nienawidzić - z uśmiechem powiedziała blondynka.

- Czuje sie strasznie... podle. Kocham go ale.. - nie dokończyła bo Car weszła jej w słowo.

- Jesteś za młoda ... jak każda z nas.

- nie Car. To nie o to chodzi ... Jeremmy ma dopiero siedemnaście lat.... ja ... nie mogę go zostawić - ciężko westchnęła.- a dobrze wiemy że prędzej czy później stanę się jedną z nich.

Nagłą ciszę przerwało stukanie do drzwi. Elena cała w myślach nie usłyszała pukania. Do domu wszedł Stefan.
- To nie jest najlepszy moment , Stefan - Bonnie stanęła przed Salvatorem. Elena słysząc że to drugi z braci , wróciła na ziemie.

- Coś się stało ? - zapytała . Wampir miał nieciekawą minę.

- Damon ...... - wydusił tylko to. Nie był w stanie więcej powiedzieć.

- słyszycie ? - wtrąciła się Caroline - Ktoś jest na górze....

- Może to Damon - Gilbertówna natychmiast pobiegła w kierunku schodów. Caroline i Bonnie przeszukały pokój Jera lecz Elena i Stefan od razu popędzili do pokoju brunetki. Dziewczyna zauważyła na poduszce czerwoną różę i kopertę. W jej głowie chodziło wiele myśli, ale miała nadzieje że to jakiś odezw od jej ukochanego. Usiadła na łóżku, chwyciła różę po czym wdychając zapach tego kwiata przymykała powieki. Trzymając kopertę zastanawiała się co w niej jest. W końcu rozerwała jej róg i wyciągnęła kartkę. To był list :


Eleno
Czekałem na Ciebie półtora wieku. Jesteś dla mnie najważniejsza. Rozumiem że nie jesteś gotowa na małżeństwo. Nie jestem zły. Wyjeżdżam Muszę sobie to wszystko poukładać. Pamiętaj że Cię kocham i zawszę będę. Jeżeli będziesz gotowa to przyjedź do mnie.
                                                                                                                xoxoxo Damon

Dziewczyna siedziała jak rzeźba. Nie ruszała się. Zupełnie jak Damon dzień wcześniej. Przeczytała zawartość listu a mimo to nadal wlepiała w niego swoje brązowe oczy. W kopercie było coś jeszcze. Elena wyciągneła z niej srebną bransoletkę. Była bardzo delikatna i bardzo pasowała do niej. Miała przywieszone serce z wygrawerowanymi inicjałami D+E co zapewnie oznaczało Damon + Elena. Elena uśmiechnęła się sama do siebie. Stefan domyślił się że jego ukochana wie o wyjeździe jego brata. Była nieobecna. Smutna, zszokowana.
- Wiedziałeś ? - zapytała Elka. Ten tylko kiwnął głową na znak przytaknięcia. Dziewczyna wstała i wyciągnęła z pod łóżka granatową torbę na ramię i zaczęła się pakować.

- Co robisz?! - Do pokoju wpadły zszokowane widokiem pakującej się przyjaciółki Bonnie i Caroline.

- Jadę do niego - odpowiedziała dziewczynom idąc do łazienki po przybory toaletowe.
- Jesteś pewna ? - zadała pytanie Caroline lecz nie dostała odpowiedzi. - Podrzucić cię? -  dalej kontynuowała.
- Nie Caroline, Dziękuje. Mam tylko prośbę. Wpadnijcie czasami do Jera. Musi być pod opieką. Nie wiem kiedy wrócę. - Spojrzała pytająco na dziewczyny. - Mogę na was liczyć ? - zapytała.
- Jasne. Nie ma sprawy. ....w takim razie... - Caroline spojrzała na Bonnie i dodała - my już musimy uciekać. Robi się już prawie noc a nie chcę po ciemku wracać. Uważaj na siebie i daj znać jak dojedziesz. Gdziekolwiek jedziesz - Blondynka wywróciła oczami.
- Obiecuje. Pa - odkiwnęła na pożegnanie i wróciła do pakowania.
- Wiesz gdzie on jest ? - zapytał Stefan
- Tak - Dziewczyna ma refleks. W 5 minut spakowała się.
- dlaczego tam jedziesz ? Może tak właśnie miało być, Eleno - Podszedł do niej bliżej - Nie bez powodu mu odmówiłaś...
- Na co ty liczysz Stefan ? Ja go kocham 
- A ja ciebie ...
- Stefan .. nie utrudniaj mi tego ... ja .. nie chce do tego wracać.. - wzięła głęboki oddech.
- Dlaczego? Minęło tyle czasu a ty nadal zasłaniasz się wypadkiem.!
Elena spuściła głowę. Stefan przegiął. Minęły nie całe dwa lata a to nagle jest drażliwy temat dla sieroty.
- Nie zasłaniam się  ... Ja po prostu nie chce wracać do tych chwil. Czas leci a ja musze wraz z nim iść na przód.
- Z Damonem...
 - Spojrzał jej głęboko w oczy. Czuł do niej żal. - A co ze mną nie tak, huh? 
- Chcesz prawdy ? Teraz ?
- Tak. Nigdzie mi się nie śpieszy.
- Uwielbiam te czasy.. Miałam całą szczęśliwą rodzinę w komplecie. Na dodatek miałam wspaniałego chłopaka. Nie musiałam się martwić o swoich bliskich. Nie znałam tego świata. .... Po wypadku wszystko się zmeniło. Ja się zmieniłam Stefanie. Musiałam wydorośleć. Wspieraliście mnie ale to przy Damonie zapomniałam o tym wszystkim. Cały czas powtarzałeś mi że wszystko będzie dobrze... ale oboje dobrze wiemy że czas nie leczy ran ... nie zabiera pustki bo bliskich... tylko to zagłusza....Potem musiałam się oswoić z waszą naturą i to dlaczego przez cały czas mnie okłamywaliście.....to że  ty mnie okłamywałeś. - Stefan stał osłupiały. I w duchu stwierdził że wolał nie znać prawdy.- Na siłe wracałeś do tych chwil.... beztroskich chwil..
- Dziwisz się ? - wtrącił się jej -  Chciałem cię odzyskać! Chciałem ci przypomnieć jak było nam dobrze .... !!! Pamiętasz te chwile, prawda ?!
- I znowu to robisz - powiedziała tak cicho że jakby do siebie, ale Stefan usłyszał ją.
- co ? - zapytał.
- Stefan te czasy nie należały tylko do nas. Wszystko było inne. Caroline była zwykłą dziewczyną , zupełnie jak Bonnie. Tyler był tylko zapatrzonym w siebie sportowcem a Matt nie wiązał się z pierwotną wampirzycą.... Wszystko inne ... bez nadprzyrodzonych istot. 
- Eleno....
- Pożegnałam tamtą Elenę. Stefan zrozum... tamta dziewczyna odeszła i czas się z tym pogodzić. - Podeszła do niego jeszcze bliżej i szczerze powiedziała mu prosto w oczy. - Bardzo cię kochałam i może to uczucie gdzieś głęboko we mnie jest ale teraz moje serce należy do niego. Do niego jade.... bo go kocham.
Stefan po tej prawdy której tak pragnął nie był w stanie otworzyć ust. Elena chwyciła więc torbę, kluczyki i wyszła pozostawiając swojego byłego w jej domu. W drodze do samochodu spotkała brata.
- O hej Jerr.. Muszę pojechać w jedno miejsce. Dziewczyny będą do ciebie wpadać. A i jesze jedno : żadnych imprez.
- Luzik.... Elena ...?
- Tak - Elena właśnie włożyła torbę na tylne siedzenia.
- Mam nadzieje że nie powiedziałaś „nie„ ze względu na mnie ? - Siostra nic nie powiedziała. - Eleno. Ja sobie poradzę. Z resztą małżeństwo nie zoobowiązuje cię do wyprowadzki z miasta. A dobrze wiem że zawsze o tym marzyłaś. Jestem szczęśliwy kiedy i ty jesteś szczęśliwa. Nie lubie go ale go kochasz i ... - Elena przytuliła natychmiast brata. Te słowa dały jej tylko potwierdzenie że dobrze robi jadąc do niego.
- Dziękuje. Kocham cię
- Ja ciebie też. - Odsunął się od drobnej brunetki. - Jedź już i uważaj na siebie 
I tak się stało. Elena pojechała do Pennsylvani gdzie to pierwszy raz wyznała Damonowi miłość. To właśnie tam została wykonana bransoletka na znak ich miłości.
Tym czasem Stefan był w drodze do Grilla a Caroline i Bonnie jechały do domu Forbes. Bennettówna kilka dni wcześniej zostawiła tam swoje ulubione jeansy. Przed domem.
- Mama w domu ? - zapytała sama siebie Forbes gdy zauważyła na podjeździe auto jej mamy. Spojrzała na przyjaciółkę zdziwionym wzrokiem.
- może wcześniej wróciła ... - odpowiedziała Bonnie.
- może... - w tle słychać było charakterystyczny dźwięk zamykających się drzwi samochodu. Licealistki spokojnie szły ku wejściu. Jeszcze większe zdziwienie wywołało brak jakiegokolwiek palącego się światła. Car, była troszkę poddenerwowana. Bała się że coś mogło się stać. Jej mama jest nocnym markiem więc na pewno nie poszłaby spać przed jedenastą. Gdy tylko blondynka otworzyła drzwi od razu zapaliła najbliższe światło. To co zauważyło zaskoczyło ją. I nie tylko ją. Jej matkę również. Liz gdy tylko zauwżyła zapalające się światło, odepchnęła od siebie  jakiegoś faceta. Całowali się .... bardzo namiętnie .
- Kochanie ty już w domu? Miałaś wrócić rano...- Matce było bardzo wstyd że córka nakryła ją całującą się z facetem.
- Dobry wieczór - Powiedziała Bonnie. Car uśmiechła się. Nie odpowiedziała matce na pytanie bo była w szoku, ale nie była zła. Tajemniczy facet był bardzo czerwony. Pewnie się zawstydził. Jest wysoki, szczupły, miał brązowe włosy i lekki zarost. Mogł mieć około czterdziestu lat. W każdym razie na pewno po trzydziestce. Dość szybko zapinał guziki czarnej koszuli które to pewnie Liz odpieła. To nowa sytuacja dla obu pań. Matki jak i córki. Mężczyzna chwycił kurtkę i wymienił ciepłe spojrzenia z szeryf i szedł do wyjścia które zagrodziła mu wampirzyca.
- Nie musisz wychodzić. Serio. Ja tylko na chwilę - podała mu rękę - Jestem Caroline a to jest moja przyjaciółka Bonnie - Mężczyzna uścisnął jej dłoń.
- Patrick, miło mi. Liz dużo opowiadała o tobie. Ja niestety i tak muszę już lecieć. Dozobaczenia.- Odwrócił się do Elizabeth i posłał jej piękny uśmiech i wyszedł. Matka również go odwzajemniła.
- Kto to był ? - powiedziała Car do swojej matki. Uśmiech nie zchodził jej z twarzy. Natomiast Bonnie milczała. 
- Patrick... - jej mama wyglądałał jak zakochana. Oczy jej błłyszczały jak u zakochanej nastolatki. - A jak na balu ... ? Opowiadajcie!
- Dobrze. Damon oświadczył się Elenie, wiesz ?
- Serio ? To super .! Zawsze go lubiłam . I jak ? Zgodziła się ? - Szeryf starała się zmienić temat.
-  Nie, ale bardziej interesuje mnie to co właśnie zobaczyłam- położyła klucze od domu na szklanym stoliku z kwiatami i usiadła obok na krześle. - Mów. Mam czas. Z resztą wiesz że mogeż tak wiecznie. To jak ? powiesz mi skąd go znasz ? - uśmiechnęła się intrygująco na matkę.
- kolega z pracy... - niechętnie powiedziała.
- I ??? to wszystko ??? Jak długo jesteście razem ?- wampirzyca nadal kontynuowała przesłuchanie.
- Caroline.!!! nie będę ci się z niczego tłumaczyć! - Wzrok córki był na tyle przekonujący że w końcu Liz się przełamała. - Okej... z 4 miesiące .. ale nie mów nic Ojcu okej ? nie chce słuchać jego docinek a zwłaszcza rad miłosnych.
- nie ma sprawy - dziewczyna podeszła do swojej rodzicielki i pocałowała ją w polik - Zaproś go jutro na obiad. Przyjdę z Klausem - Zaproponowała z uśmiechem na twarzy.
- Z Klausem ?
- Mamo! Musisz go w końcu zaakceptować. Poznacie się bliżej. Z resztą chcę poznać Patricka.
- Dobrze.. - kiedy tylko młoda wampirzyca usłyszała zgodę od razu przytuliła swoją mamę i poszła do pokoju szukać jeansów Bonnie. Kiedy już je oddała czarownicy, odwiozła ją do domu.
W tym czasie Stefan już nieźle wstawiony wraca pieszo po pustych ulicach Mystic Falls z Grilla. Zatrzymał się. Miał wrażenie że ktoś za nim stoi. Obrócił się. Nikogo nie było. Ponownie obrócił się lecz tym razem w przeciwnym kierunku. Zobaczył postać. To była MIRANDA! Wystraszył się. Przecież ona nie żyje.
- Walcz o nią - powiedziała - zawsze wam kibicowałam.
- Jak ty.... dlaczego cię widzę? ....- był zszokowany. 
- Powiedzmy że mam tu misję do wypełnienia...
- Misja ??? - zrobił kwaśną minę - Damon ? - dodał
- W końcu go kocham i ... zasługuje na szczęście.
- Czy tylko ja cię widzę.
- Sama nie wiem..
- Czekaj ... jeżeli chcesz żeby Damon był z Eleną to dlaczego każesz mi walczyć? nie rozumiem ... albo jestem zbyt pijany.
- ja po prostu chcę by był szczęśliwy. Nie z Eleną. Jak widzę jak on ją dotyka to ... to sprawia mi ból ... - Podeszła bliżej - Pomogę cie, jeżeli ty zrobisz to samo
- co ?
-  Bonnie musi mnie przywrócić do życia. Jeżeli jej się uda obiecuje że Damon już nigdy się do niej nie zbliży.
- Co masz na myśli ? Chyba nie chcesz go ...
- Nie . Nie zabije wampira - zaśmiała się - Nie dałabym rady . Mam lepsze metody
- no nie wiem Miranda... Nie mogę mu tego zrobić. To mój brat.
- Błagam.. - spojrzała na niego. Stefan na chwilę przymknął oczy. Kiedy tylko je całkiem otworzył zamiast Mirandy stała Lexi. Spojrzała mu głęboko w oczy.
- Przywróć mnie ... Przyjacielu. - wampir przetarł swoje zielone oczy. Jej już nie było. Usłyszał tylko cichy szept Lexi „ Jesteś mi to winien „


Obserwatorzy