:)

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział XXXIX

Oczami Eleny:

-Elena! Tutaj jesteś. Choć za chwilę będzie tort. - wtrąciła nam Caroline. Byłam bardzo zszokowana faktem iż Mirandy nie ma w trumnie. Wręcz przeszedł mnie dreszcz. Jak zahipnotyzowana szłam za blondynką. Najchętniej wróciłabym do rozmowy ze Stefanem, ale wypadałoby gdybym zdmuchnęła urodzinowe świeczki na torcie. Stanęłam na środku pokoju. W moją stronę zaczęła kierować się Jenna wraz z Rickiem. W rękach trzymali tort. Wyglądał nieziemsko. Był cały biały z czerwonymi lukrowymi różyczkami, a  na środku widniał napis 21 urodziny Eleny. Już chciałam zdmuchnąć te dwadzieścia jeden świeczek ale Caroline z piskiem przypomniała o życzeniu. A więc pomyślałam i zdmuchnęłam.

Pięć lat wcześniej...

Drogi Pamiętniczku!


Dziś jest ten dzień na który czekałam. Kończę 16 urodziny. Mama mówi, że kiedy dziewczyna kończy ten wiek staję się kobietą. Nie mogłam się doczekać tym bardziej że tata obiecał mi auto. Kilka miesięcy temu zdałam pozytywnie egzamin na prawo jazdy. Co prawda za 4 razem ale się liczy. Od czasu do czasu mama pozwala mi jeździć swoim Audi ale to tylko w jej obecności. Moja rodzicielka boi się że się rozbiję, ale ja wiem że jestem dobrym kierowcą. Jeremy przed chwilą zawołał mnie na dół. Pewnie szykują jakąś niespodziankę a gdy zejdę na dół moi rodzice, ciocia Jenna i Jer będą czekać na dole. Pewnie mama będzie trzymać wielki tort który sama specjalnie dla mnie przygotowała, tata ze łzami w oczach będzie stał z kamerą a reszta będzie śpiewać. Jak ja ich dobrze znam. Ahh jak dobrze być prawie dorosłą. 


Zeszłam na dół i tak jak się spodziewałam scenka rozgrywała się identycznie co w poprzednich latach. 
- Sto lat Eleno! - głośno krzyczeli. W sumie miło jak ktoś ci śpiewa. Jestem osobą bardzo wrażliwą więc się troszkę wzruszyłam. - Kochanie, pragnę aby spełniły się twoje wszystkie marzenia, abyś zawsze się uśmiechała i miała przy sobie tych na których ci zależy. - Powiedziała moja rodzicielka. Wiem że życzy mi wszystkiego co dobre, w końcu jest moją matką. 


 Gdy tylko zdmuchnęłam świeczki rozległy oklaski. Moje życzenie było dość proste. Chciałam tylko bym już nikogo nie musiała tracić. Może to się wydać żałosne ale to prawda. Nikt jak ktoś kto stracił tyle co ja nie jest w stanie tego zrozumieć. Po chwili Jenna rzuciła mi się na szyję, ucałowała i złożyła życzenia. 

- Najlepszego, kochanie! - szepnął mi do ucha Damon. Było to nawet przyjemne, nie powiem że nie. - Teraz bez oporów mogę cię upić i wywieźć. - uśmiechnął się zadziornie.
- Chciałbyś. Nigdzie się stąd nie ruszam. Dobrze mi tak jak jest. - starałam się być stanowcza.
- Przecież wiesz że się z Tobą droczę! - rzucił i wybuchł śmiechem.  
Chciałam poszukać Stefana i dokończyć naszą rozmowę ale usłyszałam od Damona że wyszedł gdzieś z jakąś dziewczyną. Ten to ma dobrze. Co tydzień to z inną. Najpierw Meredith potem Sara a teraz znowu ktoś, ale należy mu się. Zawsze życzyłam mu szczęścia. Jak i każdemu z nas. 
- Caroline! - krzyknęłam z radości jak ją tylko zauważyłam.
- Cześć. - uśmiechnęła się. Widać było że soku to ona nie piła bo ledwo się na nogach trzymała. - I jak? Imprezka się podoba? - zapytała. 

- Tak, tak, ale z chęcią napiłabym się czegoś bardziej pożywnego niż piwo i wódka. 
- Choć, zejdziemy na dół. - Caroline złapała mnie za rękę i powędrowaliśmy do piwnicy. Co jak co ale chyba każdy wiedział gdzie Salvatorowie trzymają swoje trunki, nie ważne czy to alkohol czy krew. 
Otworzyliśmy drzwi, zeszliśmy po schodkach na dół i.... no właśnie "i". Mój ukochany braciszek obściskiwał się z jakąś rudą. Jak on mógł coś takiego zrobić Bonnie. Nie mogłam w to uwierzyć. Zawsze uważałam ich za wzorowych partnerów, a tu zdrada i to ze strony Jeremiego. Przecież on świata poza nią nie widział. Byłam zszokowana, ale też zła. Podeszłam bliżej i zapytałam. 
- A ty nie masz chłopaka że kradniesz go innej? - byłam wściekła. Nie tyle co na tą dziewczynę ale na mojego brata. Oczywiście mój przekaz mógłby być bardziej subtelny, ale nie chciałam sobie robić kwasu i to na własnej imprezie urodzinowej.
- A Tobie języka w gębie zabrakło czy co?! -  Caroline skierowała się do tej dziewczyny przy czym uniosła ton. Jeremy był tak zmieszany że nie wiedział co zrobić.
- Masz jakiś problem blondyna?! - odpowiedziała jej.
- Nie no trzymajcie mnie bo zaraz zabije tą wywłokę! - Myślałam że wyjdę z siebie i stanę obok. Podeszłam do niej i dodałam - Wynoś się z tego domu, ale już!
Nie wiem co do za babsko. Nie znam jej. Pewnie Jeremy ją przyprowadził. Z nim to ja sobie porozmawiam, ale później. 
- Elena uspokój się. Ona jest ze mną. - starał się nas uspokoić, ale coś mu nie wyszło. - Claire, idź już. Porozmawiamy później. - powiedział do rudej.
No ładnie. Claire jej na imię. 
- Eleno, proszę nie mów Bonnie. Sam jej powiem, ale nie teraz. Okej ? - poprosił. W sumie był moim bratem. Kocham go ale mam ochotę go udusić. 
- Nie sądziłam że możesz być aż takim palantem. - podeszłam do niego i dodałam - Nie zwlekaj z tym długo. Bo jeśli ty tego nie zrobisz...
- Okej, rozumiem. Nawaliłem, ale... - nie dokończył bo mu przerwałam
- Milcz i zejdź mi z oczu. - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
                                                * * *
"Wszystko dobre co się szybko kończy." Dobry cytat. Po imprezie zawsze trzeba posprzątać. A kto posprząta jak nie ja ? No właśnie.. nikt. Damon się ulotnił, o Stefanie nie wspomnę. Caroline jest z Klausem a Bonnie z Jeremym. Tak, z Jeremym. Dałam mu czas. Rozumiem że jest trudno, ale im dłużej będzie zwlekał tym będzie gorzej. 
Ahh wszędzie pełno kubków i resztek jedzenia. Najgorsza robota zawsze idzie do mnie. 
Do pokoju wszedł Kol. Ciekawe co znowu chcę. Po ostatniej akcji jakoś nie uśmiecha mi się na jego widok. 
- Witam piękną panią. - Powitał mnie jak to na pierwotnego przystało. Co jak co ale cała jego rodzina została dobrze wychowana. - Imprezka jakaś była? bo chyba nie doszło zaproszenie.
- Może nie zasłużyłeś sobie na nie? - zapytałam. Głowa mnie tak bolała że nie chciałam wdawać się w żadne pogaduchy. - Moja impreza urodzinowa. - głośno westchnęłam.
- tak mi przykro... - spojrzał na mnie i ciemność.
                                                                        * * *
Kilka godzin później....
Kurka!!! Ten skurczybyk znów mi to zrobił. Znów skręcił mi kark. 
Obudziłam się przywiązana do krzesła. Po nadgarstkach mogłam stwierdzić jedno. Kol ukradł mi moją krew. Co prawda dziwnie to brzmi ale tak było. Dlaczego jestem tym cholernym sobowtórem!!! Rozerwałam supły które mocowały mnie do krzesła i wstałam. Miałam ochotę iść z tym do Damona, ale wiedziałam że Damon nie zostawił by tak tego. Poszedłby do niego i sam by oberwał, a co gorsza mógłby zginąć. Obok na stole były kwiaty. Bukiet niebieskich róż. Ahh uwielbiam je. Pewnie z wczoraj pomyślałam. Podeszłam bliżej. Był też liścik.
Wszystkiego Najlepszego, Eleno!
                          P.S Przepraszam, następnym razem będę delikatniejszy  :)                                        Kol
Ha! Bydlak miał czelność mi jeszcze kwiaty wysyłać. Mam je gdzieś. Znów potraktował mnie jak zabawkę! Jak rzecz którą można wykorzystać i porzucić. "Następnym razem będę delikatniejszy" ? Serio? Nie będzie następnego razu. Nie jestem aż tak naiwna. Miałam ochotę go udusić. Ba! nawet zabić. Jak on może być tak bezczelny. Muszę porozmawiać o tym ze Stefanem. Nie wiem co mam robić. Wiem że uszanuję moją decyzję i nie powie nic Damonowi.


__________________________________
I mamy 39 rozdział! Wow jak ten czas leci. 
Dawno mnie tu nie było, ale to przez moje lenistwo które doprowadziło mnie do wielu poprawek w szkole. Wena też mnie opuściła. Czasami pisałam jedno, dwa zdania. Czasami miałam tyle pomysłów ale czasu brakowało. W końcu jestem i mam nadzieje że pozostaniecie ze mną do końca opowiadania. 
Dziękuje wam serdecznie że nadal jesteście tutaj, czytacie i komentujecie oraz za to że licznik wybił ponad 26.5 tyś.!
Jak już tutaj jesteś zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Jeśli piszesz to sam pewnie dobrze wiesz jak komentarze potrafią motywować.
P.S. Wszystkim życzę udanych i niezapomnianych wakacji 2014!!!! :D

środa, 7 maja 2014

Rozdział XXXVIII

Oczami Eleny :
Dzisiaj kończę 21 urodziny. Mam nadzieje że to nie kolejny nudny dzień . Minął tydzień odkąd Bonnie i Damon mnie znaleźli. Ciesze się lecz w towarzystwie pierwotnego było jakoś inaczej. Może nie weselej bo Damon i Kol sarkastyczne poczucie humoru mają opanowane do perfekcji ale jakoś dziwnie lepiej. Teraz już prawie wszyscy wiedzą o nadnaturalnej Elenie. W sumie pora coś zmienić. To nie mogą być kolejne nudne urodziny. Nie tym razem. Jestem wampirem. Powinnam się bawić i cieszyć życiem.

Wstałam z łóżka, weszłam pod prysznic i ubrałam się a włosy związałam w kucyk. Delikatnie musnęłam usta szminką a na oczy nałożyłam czarny eyeliner. 
"Wszystkiego Najlepszego, Elena" - szepnęłam sama do siebie.

                                                                              *  *  *

Do sypialni pierwotnej hybrydy wparowała Caroline. Widać było że jest zła bo cały czas mówiła coś pod nosem. Chodziła w tą i we w tę stronę poszukując czegoś.
- Kochanie? widziałeś mój kolczyk ? Byłam pewna że go tu zostawiłam. - zapytała Forbes.
- Na komodzie leży.
- Dziękuje - dziewczyna podeszła bliżej by ucałować ukochanego. - dawaj buziaka i lecę bo się spóźnię - uśmiechnęła się.
- Odpuść sobie dzisiaj. Zostaniemy w łóżku. Ty i ja . Proszę - zrobił maślane oczka.
- Kochanie, dziś są urodziny Eleny nie pamiętasz ? Muszę tam być. Te bilety schodzą jak świeże bułeczki. Jak nie wyjdę teraz to nie załapię się na VIP'owskie miejsca. - stwierdziła podenerwowana blondynka.
- Mówisz o tych biletach ? - machnął jej przed oczyma z uśmiechem na twarzy.
- Ale jak to zrobiłeś? - zapytała z niedowierzaniem. - Przecież dopiero dzisiaj miały wejść do sprzedaży.
- Gdyby każdy był tak uczciwy jak ty, świat byłby piękniejszy. - dodał.
- Ukradłeś ? - podeszła z rozczarowaniem w głosie. 
- Oj tam od razu ukradłem. - zaśmiał się - Proszę, 3 bilety + wejściówki VIP'owskie za kulisy koncertu Ellie
- Jesteś kochany! - pisnęła z radości Caroline. - Dziękuje - powiedziała po czym wpiła się w jego usta niczym pijawka .
                                                                            *  *  *
Dom Salvatorów. Elena jako jubilatka organizuję mega imprezę z okazji ukończenia pełnoletności. Przez całe popołudnie starała się ogarnąć dom braci Salvatore ale najgorszym bałaganem okazał się dla niej pokój swojego narzeczonego.
- serio, Damon ? czy twoja bielizna musi się wszędzie walić ? - zapytała owijając bokserki wampira w koło palca.
- Ale kto ci każe sprzątać moją sypialnie? Ja lubię swój nieład. - uśmiechnął się szarmancko.
- Brak słów, po prostu brak słów. - popatrzyła chwilę na chłopaka i dodała - muszę jechać do sklepu. Cześć.
- A co z tym wszystkim ? Hej! -złapał ją za rękę -  nie pomożesz mi ? - wtulił się  w brunetkę i spojrzał tymi maślanymi oczkami. Ta tylko musnęła jego wargi i dodała.
- Przecież lubisz swój nieład. 
                                                                     *  *  *
Kilka godzin później.

Dom Salvatorów pęka w szwach. Wszędzie można było zobaczyć pijanych nastolatków. Na balkonie, na dachu, w ogrodzie, w basenie. Kompletnie wszędzie. Impreza wyglądała na udaną. Elena i przyjaciele są szczęśliwi. Czego chcieć więcej po imprezie urodzinowej? W głównej sali Caroline tańczy z Jeremym a Bonnie z Tylerem. Elena pije piwo przy stoisku z przekąskami a Damon i Alaric urządzili sobie pogawędkę w pokoju Salvatore'a.
- I jak tam się trzymasz ? - zapytał Saltzman. - W końcu dziewczyna ci dorosła.
- Ha ha ha zabawne , Ric. Nie masz innych tematów do rozmów. - powiedział zniesmaczony Damon.
- Mam .... ale czekaj ..wciąż cie to gryzie ? - szturchnął lekko bruneta.
- Oczywiście że tak. Moja dziewczyna jest wampirem a w dodatku karmi się krwią mojego odwiecznego wroga. Boję się że ta pieprzona klątwa się uaktywni i stracę ją. To by ją zniszczyło totalnie.
- Kiepsko - wziął łyk Bourbona
- No, kiepsko. - powtórzył - na dodatek ten lovelas przyszedł.
- Kto ? - zapytał Alaric
- Pan nie wiem skąd mam pierścień. 
- Josh ? - spojrzał pytająco.
- Bingo!
                                                                    *  *  *
W tym czasie Elena rozmawia ze Stefanem.

- myślałam o tym co mi powiedziałeś i postanowiłam coś zrobić.
- tak ? - nalał drinka Stefan
- zadzwoniłam do cioci Mirandy, jest moją rodziną i lepiej żeby wiedziała o tym kim teraz jestem
- co zrobiłaś ?
- powiedziałam jej prawdę. Zasługuje na to.
- Rozumiem Eleno ale to nie jest informacja którą powinnaś się dzielić. Co jeśli nas wyda, co jeśli nie zrozumie ?
- Nie wyda nas. Jestem tego pewna tak samo jak tego że coś przede mną ukrywasz, Stefan.
- nie rozumiem o czym mówisz
- a ja myślę że dobrze wiesz. Ale jeśli masz zamiar to dalej ciągnąć to dam ci tylko małego newsa: Moją ciocię nie można zahipnotyzować. Jest na werbenie od stop do głów.
- a mówisz mi to bo ..?
- nie udawaj głupiego Stefan. Nie jestem tą naiwną Eleną która uwierzy w każde kłamstwo. ......Dlaczego wypytywałeś moją ciocię o Mirandę?
-  Czyli wiesz.
- No nie do końca bo na twoje szczęście nie chciała mi wszystkiego zdradzić więc może ty mi powiesz po co ci są te informacje ?
- Tego dnia kiedy wskrzesiliśmy Lexi tak na prawdę mieliśmy wskrzesić Mirandę
- ale tego nie zrobileś....
- No tak, kilka godzin wcześniej wykopałem jej grób.
- iiiiii ?
- trumna była pusta
- co takiego ?
- nie było jej tam . Rozumiesz?!?!?!!?
- o mój boże 
 _______________________________________
Witam po przerwie !
To już 38 rozdział! wow 
Dziękuje że jest nas coraz więcej :)
Dziękuje też za wasze komentarze  które bardzo mnie motywują :P
Pozdrawiam i liczę że pozostawicie po sobie ślad :P

piątek, 25 kwietnia 2014

Rocznica ! :D

Witam wszystkich :) Jak wiecie po ostatniej notce, dziś 25 kwietnia wybija rok jak jesteśmy razem. Dziękuje za to że jesteście, że mam dla kogo pisać. Jest nas już ponad 23 tysiące!! Wow! :D Wasze komentarze bardzo mnie motywują za co wam bardzo dziękuje. :) Mam nadzieje że będzie jeszcze raz tyle. A wy z chęcią będziecie tu wpadać :)
P.S. Myślę że kolejny rozdział pojawi się już niedługo ponieważ jestem w trakcie pisania   :)
Pozdrawiam gorąco i Miłego Weekendu!

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział XXXVII

Oczami Eleny:
Czułam się dziwnie. Byłam wampirem ale jakoś mnie to nie ruszało. Jakby nic się nie stało, a stało. Jestem wampirem, stworzeniem  nocy. Mija 3 doba odkąd jestem nieśmiertelna. Pozbawiłam głowy już 3 kobiety (służące Mikaelsona) Coś mnie męczy. Może to poczucie winy ? Tęsknie w sumie za bliskimi. Za Jeremym, Caroline, Bonnie..... za Damonem i całą resztą. Jakby nie patrzeć Kol mnie uprowadził a ja nawet nie wiem dlaczego, po co ? Wiem że Alice rzuciła zaklęcie żebym nie wyszła ale kurcze ja nawet nie próbowałam. Nie protestowałam. Nawet nie próbowałam powstrzymać jakoś Kola bym w końcu mogła się uwolnić. Jest mi trudno. Spójrzmy na to z tej strony. Skoro mnie porwał to musiał mieć jakiś powód. Wiem że to nie usprawiedliwienie ale mam mieszane uczucia co do niego. Wczoraj poprosiłam go o jedzenie. Miałam na myśli jakąś torebkę krwi lub coś żywego a on ni stąd ni zowąd rozciął nadgarstek i kazał mi pić SWOJĄ KREW! To było strasznie dziwne i spontaniczne. Do tej pory Piłam tylko krew Damona. Zawsze  powtarzał mi że to bardzo osobiste. W głębi mam nadzieje że mnie znajdą i nie będę musiała siedzieć sama w czterech ścianach.
* * *
Od rana w piwnicy Salvatorów bracia torturują Josha. Są pewni że chłopak mówi prawdę ale to nie to skłoniło ich do podjęcia drastycznych kroków. Okazało się że chłopak nosi pierścień chroniący przed nadnaturalną śmiercią. Pomimo tego chłopak był od stóp do głów nasączony werbeną ale sam twierdzi że nic nie wie o wampirach. Po spuszczeniu werbeny z jego krwi, Damon wraz z Stefanem mogli działać mniej brutalnie.
- Co wiesz o wampirach ? - zapytał Stefan oczywiście hipnotyzując młodego Courta.
- Tyle ile powinienem wiedzieć. -  powiedział nie zdradzając nic ale też nie unikając odpowiedzi.
- Skąd masz pierścień? - kontynuował blondyn.
- Rodzinna pamiątka, nic szczególnego.
- Ale jednak go nosisz. Słuchaj gnoju. Albo nam powiesz całą prawdę albo możesz już pisać swój testament. 
- wow jakiś zdeterminowany braciszku. Patrz jak to się robi. - Rzucił starszy Salvatore po czym wbił ołówek w nogę Josha. Ten zaczął wyć z bólu. Po jego polikach zaczęły cieknąć pojedyncze łzy. Jego noga zaczęła drętwieć. 
- Radziłbym się śpieszyć. My poczekamy ale twoja kończyna raczej nie będzie taka uchylna. No to masz nam coś do powiedzenia ? - zapytał Damon z uśmieszkiem na twarzy.
- Moja... - zaczął ale szybko zmienił zdanie - jest taka osoba. Jest wampirem ale nie radzę wam z nią zadzierać.
- Nią ? - poirytował się Stefan
* * *
 Włochy. Apartament w którym zatrzymały się wampirzyce. Margaret poszła "wyhaczyć śniadanie" a Alice wraz z Markosem, jej przyjacielem rozmawiają o złych przeczuciach Petrovej.
- Alice z całym szacunkiem ale nie wydaje mi się że Jasmine wraz z  resztą zatańczą jak im zagrasz. - powiedział niepewny konsekwencji wypowiedzianych przez niego słów. Bardzo szanował Alice i w głębi serca bardzo ją kochał, ale nie okazywał tego ponieważ wiedział że Alice nic nie obchodzi poza zniszczeniem Katherine która pozwoliła na to by oddali ją do adopcji. Co prawda nigdy nie przyznała dlaczego jej tak nie cierpi ale on to wiedział, czuł. Znał ją i tyle.
- Sugerujesz coś ? - zapytała zdziwiona 
- Tak. Zrozum, oni tego nie zrobią. Zwłaszcza Monique. Nie znam jej osobiście ale słyszałem co nie co i radziłbym ci nie ufać jej tak bardzo. 
- A co takiego słyszałeś ?
- Oni coś kombinują Alis. Nie ufaj im. - Córka Katherine nie ukrywała rozczarowania. Wierzyła Markosowi. Nie miała powodu by było inaczej.

 * * * 
Damon porozmawiał z Bonnie i postarali się zlokalizować .... Kola!
Nie mogli za Chiny zlokalizować miejsce pobytu Eleny ale Salvatore wie że Mikaelson bez powodu się o nią nie wypytywał i dobrze czuł że coś jest nie tak
- To chyba tutaj. - rzekł Damon
- GPS mówi co innego. - stwierdziła Bonnie
- Myślisz że ten idiota zamieszkał w takiej ruderze ? - kontynuował 
- Warto spróbować
15 minut później
Kamienica w której zatrzymał się pierwotny. Do mieszkanie wpadła Bonnie. Gdy tylko zauważyła tam Elenę, chciała do niej podejść ale Kol uniemożliwił jej to. Wszedł jej w drogę. Elena była dla niego cenną zdobyczą. W każdym razie tak myślała Margaret jego dawna miłość. Nadal miał do niej słabość. To właśnie dlatego uprowadził Gilbert. Bonnie starała się ominąć Kola ale ten zrobił się agresywny. Nie bała się go ale liczyła na to że Damon w końcu się pokaże. Pewnie nadal przeszukuje inne piętra. Kiedy tylko Kol chwycił mocno Bennett za rękę ta zaczęła jakiś czar. Pewnie taki który zada mu ból, cierpienie. 
Podziałało. Kol upadł na kolana. Z nosa zaczęła lecieć krew. To było straszne że powaliła pierwotnego wampira. 
- Wystarczy, Bonnie. - powiedziała Elena lecz Bon nie przestała. - Bonnie przestań. - uniosła się. Czarownica tylko podniosła na nią wzrok i kontynuowała. Chciała się zemścić za to co zrobił. - Bonnie! Powiedziałam przestań! - Wampirzyca się wkurzyła. Podleciała do Bonnie i przycisnęła ją do ściany pokazując swoją 'nową' twarz.

Bonnie przeraziła się faktem że Elena mogła ją zaatakować. W jej oczach można było dostrzec zdziwienie, przerażenie ale i strach i rozczarowanie. Po pierwsze była zszokowana tym co widzi. Jej najlepsza przyjaciółka jest wampirem. Bennett zawsze starała się jej tego oszczędzić ... z resztą jak wszyscy a teraz ? Znika na kilka dni i staję się wampirem. W tym momencie pojawił się Damon. Jedyne co zobaczył to zakrwawionego Kola i Katherine która zaatakowała wiedźmę. Nie wahał się ani chwilę i sam zaatakował Pierce. W każdym razie tak myślał że to ona. Natomiast Gilbert wyślizgła się i stanęła.
- Damon ? - Uśmiechnęła się. - Jak dobrze cie widzieć.
- Katherine ? - zapytał zdezorientowany. Brzmiała jak Elena ale nie była nią. Nie te włosy nie te zachowanie no i to Kath jest wampirem a nie ona. Tak pomyślał


_____________________________________________________________
To mamy kolejny 37 rozdział!!!!
Następny Przewiduje 25 kwietnia w moją i waszą rocznicę. Otóż jesteście ze mną prawie rok :)  
Co do rozdziału. Dostałam takiej dawki weny że tylko zasiadłam i pisałam. Mam nadzieje że wam się spodoba. Oczywiście liczę że pozostawicie jakiś ślad pod tym postem bo pod ostatnim mało was było :(
Pozdrawiam was bardzo serdecznie i życzę miłego weekendu ;)

niedziela, 30 marca 2014

Rozdział XXXVI


Przed południe. Mimo szczypiącego mrozu tego dnia słońce nie szczędziło promieni mieszkańcom Mantui, miasteczka położonego w samym sercu Włoch. Ludzie poubierani w ciepłe kurtki siedzieli na ławkach pobliskiego parku. Dzieci śmiało zjeżdżały a to na sankach a to na tak zwanym jabłuszku. Mimo było patrzeć na ich rozśmiane buzie. Nawet para staruszków nie szczędziła sobie czułości obejmując się nawzajem.

W domu Jasmine Graham. Podczas nieobecności Alice, Margaret postanowiła porozmawiać z wiedźmą.
- Musisz mi pomóc Jasmine! - przekonywała Margaret.
- No nie wiem. A co jeśli Alice wszystkiego się dowie ? Nie zapominaj że ona sama jest wiedźmą. - odpowiedziała Graham.
- Ochronię cię, tylko proszę pomóż mi. Nie mogę pozwolić na to by zniszczyła naszą rodzinę.
- Monique to ja cię proszę. Ja mam dzieci. Nie mogę tak ryzykować.- oparła się o blat wiedźma.
- Każdy ma jakieś dzieci. - wampirzyca usłyszała jak Alice podjeżdża pod dom.-  Zastanów się nad tym okej ?
                                                                             * * *
Dom Salvatorów. Paczka przyjaciół spotkała się aby rozwiązać problem. dotyczący panny Gilbert.
- obdzwoniłam wszystkich naszych znajomych i nic - powiedziała Caroline
- a ja Jennę, Ricka i babcię Mirandy - dodała Bennett.
- Coś musiało się stać - powiedział załamanym głosem Jer.
- Nawet tak nie myśl! - krzyknął Damon
- może jest jakieś miejsce w których mogłaby się teraz znajdować - dodał nieco spokojniej. Spojrzał na brata.
- nie mam pojęcia, Damon.
- Pomyśl. Gdzie lubiła spędzać czas - rzekł zdesperowany.
- to chyba z tobą jest, nie ? To ty powinieneś wiedzieć takie rzeczy. Odpowiedział blondyn. Brunet zaś spiorunował brata chłodnym spojrzeniem.
- Okej. Chyba jest takie miejsce. - rzekł do Damona niepewnie. Nie chciał wyjawiać tajemnicy Eleny ale ta informacja mogłaby ją uratować.
- Brawo Sherlocku! - poklepał go po ramieniu. - Jedziemy
                                                                             * * *
W tym czasie. Małe mieszkanie w starej kamienicy aż kruszyło się ze starości dlatego nieprawdopodobne było to by pierwotny wampir zaszczycił swoją osobę w tak skromne progi.
- Kol! - zaczęła wołać pierwotnego Elena - Kol!
- Czego ?
- jestem głodna.
- to zjedz coś....a no tak ... zapomniałem nie masz jak się ruszyć.- wyśmiał ją
- po prostu przynieś mi coś okej ? - gdyby nie fakt że była tak strasznie głodna, nie błagałaby o pokarm Kola ale duma swoją dumę musiała schować żeby przetrwać kolejny dzień. Wampiry świeżo po przemianie powinny pić dużo ilość krwi by uzupełnić zapasy. Mikaelson bo kilku prośbach nakarmił swoją własną krwią sobowtóra.
                                                                       * * *
Meredith na prośbę Stefana podała adres Josha z którym tak często spotykała się Gilbert. Miał szczególnie wątpliwości ponieważ wiedział jakie mogą być konsekwencje tejże wizyty. Jako że Stefan to ten milszy, Damon został w samochodzie.
- Josh ? - zapytał tak dla pewności.
- Tak a ty to kto ? 
- Gdzie jest Elena Gilbert ? - zaczął hipnozę
- Stary wszystko  w porządku ?
W tym momencie Court został przyciśnięty do ściany przez starszego Salvatore'a
- Gdzie jest Elena ?!?!?!
- Odwal się! znowu zaczynasz ? Ostatnim razem wylądowałem w szpitalu! - Wykrzyknął Josh
- Ciesz się że nie w kostnicy więc mów zanim wyrwie ci język. Gdzie ona jest ? - kontynuowała.
- Nie wiem! - odpowiedział
- Zła odpowiedź!


I jest kolejny już 36 rozdział. Liczę na szczere opinie. Pozdrawiam :)

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział XXXV

Oczami Eleny:

Obudziłam się. W końcu. Głowa strasznie mnie boli. Pewnie od nadmiaru alkoholu którego wczoraj wypiłam. Otworzyłam oczy a światło bijące z okna wręcz paliły moje źrenice. Nie wiem co się ze mną dzieje. Nigdy się tak źle nie czułam.Ostatnie co pamiętam to Kol, metalowe coś i zimny asfalt. Teraz leże w łóżku w całkiem przyjemnym pokoju. Kiedy tylko usłyszałam czyjeś kroki, natychmiast weszłam pod pościel udając że śpię.
- Wstawaj!- usłyszałam wrzask kobiety. - no wstawaj! na oklaski czekasz?.- poddałam się. Podniosłam kołdrę i spojrzałam na blond kobietę.
- Czego chcesz?- zapytałam lecz nie doczekałam się odpowiedzi. Dziewczyna w wampirzym tempie zbliżyła się do mnie po czym odchylając moje gardło wlała mi czerwoną ciecz do ust. Nie smakowało to jak sok pomidorowy a  krew. Jeśli to prawda to dlaczego to zrobiła. Po chwili odpowiedź sama do mnie przyszła. Ostry ból zębów nie dawał mi spokoju. W jednej chwili wyrosły mi białe kły. Byłam w szoku... totalnym szoku. Czy ja jestem wampirem ? Poczułam krew... pragnęłam jej. Chciałam znów poczuć jej smak. Nagle straciłam kontakt z rzeczywistością. Ta su*a skręciła mi kark!
                                                                                 ***
Posiadłość Salvatorów. Wkurzony jak osa młody Gilbert niczym torpeda wparował do salonu braci.
- Elena!!! - wrzeszczał. Natychmiast na dole pojawił się Damon oraz Stefan.
- Spokojnie młody. Co sie dzieje? - zapytał spokojnie Damon.
- Jest tutaj? - zapytał zdenerwowany 
- Nie. Nie ma jej. 
- To pięknie. Bo ani w domu ani u dziewczyn jej też nie było. - powiedział
- jak to ? - wypytywał Stefan.
- Kol był wczoraj u nas, wypytywał o nią a teraz nigdzie jej nie ma.
-Co ?!?!!? i dopiero teraz nam to mówisz.
                                                                              ***
-Kol!- podbiegła  i natychmiast wtuliła się w swojego brata, Rebekah. - Co ty tu robisz?
-Przyjechałem w odwiedziny. - spojrzał na nią
. - Wyglądasz fantastycznie. Gdzie twój Romeo ? - zaśmiał się.
- W pracy - uśmiechnęła się.
- Jakie to ludzkie.- prychnął co nie spodobało się Rebece. Co prawda Kol akceptował Matta ale nie to że wciąż jest człowiekiem. Dla niego człowiek równie oznacza słabość i pożywienie. - Muszę już lecieć. Interesy wzywają, ale jeszcze wpadnę do was.
                                                                            *** 
Dom rodziny Courtów. 
- I jak już po ściągnięciu szwów ? - zapytała Margaret
- Tak już po. Gdzie byłaś jak cię nie było ? - zapytał Josh
- A takie babskie spotkanie za nowe życie..
                                                                             ***
Rezydencja Mikaelsonów. Niklaus nieświadomy że jego ukochana do podsłuchuje, rozmawia z bratem.
- Kol! co ty wyprawiasz ?! Damon i Stefan tu byli! Coś węszą.
- Uspokój się bracie. Wszystko idzie zgodnie z planem. Elena niedługo będzie w pełni sił by wymordować wrogów.
- Bracie, skoro faktycznie jej przemiana jest aż tak groźna to może przystopujmy.
- Za późno. Długo to nie potrwa. Wykona swoje zadanie i zakończy swój marny żywot, cześć!
Caroline mimo dobrego słuchu nie słyszała wszystkiego co by chciała ale wystarczająco by móc wyjaśnić to z Klausem.
- Klaus co to miało wszystko znaczyć?! Ty coś wiesz ! - zaczęła wrzeszczeć. Pierwotny stał jak słup
- Targuję się z moim bratem o jej powrót, skarbie - na szybko wymyślił coś. - Staram się jak mogę byś mogła ją odzyskać.
- Obiecujesz ? - zapytała niepewnie.
- yhym skarbie.
                                                                     ***
-Alice gdzie znowu lecimy? Alibi mi się kończy 
- Monique, proszę ucisz się. - poprosiła Petrova
- Ile razy mam ci powtarzać żebyś mówiła do mnie Margaret.
- Wolę Monique. - odparła
- A ja Davida Beckhama  . . . - zapadła cisza. - To gdzie lecimy ? - dodała
- Do znajomego. Pomorze nam unicestwić wiedźmę 
- Przystojny chociaż ? - zachichotała.
- Ogarnij się.
- Okej.


Kochani oto i ja z moim 35 rozdziałem :) W kwietniu minie 1 rok od czasu I rozdziału i zapewne wtedy moja przygoda z pisaniem się zakończy. Weny coraz mniej a czasu to już w ogóle. Nie będę wam obiecywać że to mój ostatni wybryk z tak długą nieobecnością bo nie jest to pierwsza sytuacja więc zdecydowałam się bardzo małymi kroczkami zbliżać się do zakończenia tej historii. Na dzisiaj macie oto ten rozdział. Mało opisów bo 4 w nocy a ja go piszę. Jeśli pojawią się jakieś błędy z góry przepraszam. Mam nadzieje że się wam spodoba i będziecie komentować. Co do waszych blogów ---> W miarę możliwości staram się wszystkie czytać ale nie zawsze mnie się to udaję. Nie gniewajcie się jak pod waszą pracą nie ma mojego komentarza bo dużo też czytam w telefonie a jakoś nie wiem czemu nie mogę komentować :(
Do napisania!
Pozdrawiam :)

wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział XXXIV


Dzień powrotu do domu. Stefan, Elena i Bonnie wrócili do Mystic Falls. Damon nie czekał na ukochaną w domu. Musiał się porządnie napić zanim powie dziewczynie że być może będzie większym zabójcą niż on sam.
- Twoje zdrowie - Powiedział do Matta.
- Słyszałem ze Elena wróciła.- powiedział nalewając tequilę. Zerkając zauważył że Salvatore nie jest w dobrym nastroju. - To świetnie, prawda ?
- Nawet nie wiesz jak bardzo- odpowiedział sarkastycznym tonem.

Do baru weszła właśnie panna Gilbert w towarzystwie Josha. Widać że cieszyli się swoim towarzystwem. Było widać że Damonowi się to nie podoba tym bardziej że nie wiedział o tym że para się nie raz kontaktowała. Natychmiast do nich podszedł chwiejnym krokiem.
- No no... Pan zaczepniś. Cześć kochanie - zbliżył się do dziewczyny i chciał  namiętnie ją pocałować aby pokazać Courtowi kto tu rządzi ale Elena się odsunęła.
- Piłeś ? - zapytała z wyrzutem jakby to było coś nowego.
- Nie widzieliśmy się dwa miesiące a ty potrafisz tylko do powiedzieć ? - spojrzał na Josha. - Na ciebie już czas.
- Śmierdzisz gorzałą na kilometr.!
- To do zobaczenia, Eleno. - pożegnał się Court.
- Nie naprawdę nie musisz. Zjedz z nami lunch. - Uśmiechnęła się.
- Dzięki ale faktycznie na mnie już pora. Na razie - Josh z niesmakiem opuścił Grill.
- Co to miało znaczyć ?! - wyminęła Salvatore'a. - jesteś zazdrosny ?
- Musimy porozmawiać. 
                                                        ***
Kilka godzin później w domu Josha. 
- A ty co taki w skowronkach ? - zapytała siostra Courta.
- A co nie mogę ? - zaczerwienił się.
- Nie no możesz ale jak jeszcze wychodziłeś z domu miałeś doła. - Spojrzała na niego wzrokiem zabójcy. W końcu wymiękł.
- Spotkałem znajomą... 
- Znajomą? - nie dała za wygraną.



- Elenę. - wziął łyka kawy i zaczął przeglądać prasę.
- Wiedziałam. Kiedy randka ? 
- hahaha posprzątaj po sobie bo chyba się nieco nudzisz.
                                                               ***
Oczami Caroline.

Popołudnie spędzone z Klausem bardzo mnie zrelaksowało po wczorajszym spotkaniu. Jestem bardzo ciekawa jak Damon wytłumaczył Elenie całą sprawę z klątwą. Dużo o tym myślałam i zastanawiam się jak jej pomóc. Na pewno jest jakieś wyjście. Ona nie musi przechodzić tego co Monique. Usłyszałam jakiś trzask na dolę. 

Szybko wyskoczyłam z łóżka nie przejmując się tym że jestem w samej bieliźnie i zbiegłam na dół. Na dole zaskoczył mnie dobrze znany mężczyzna. Facet z klasą. 
- Elijah ? Co ty tu robisz ? - zapytałam zaskoczona. To mój dom. Co on tu robi i dlaczego wszedł bez zaproszenia.
- Szukam Klausa. Jest tu ? - zmierzył mnie od stóp do głów i lekko się uśmiechnął. 
- Jak widać nie. Daj mi chwilkę ubiorę się.
- Nie trzeba. - zatrzymał mnie w połowie drogi do pokoju. - Wpadłem na chwilę. Słyszałem o Elenie. Przykro mi.
- Mi też. Klaus coś wspominał że znałeś Monique. Może mógłbyś mi opowiedzieć co nie co.
- Uwierz mi. Ta kobieta nie jest warta uwagi. 
- Jest skoro historia się może powtórzyć.
- Monique zabiła móją przyjaciółkę, Dominiquę. Nie chcę mieć z nią nic do czynienia, Caroline.
- Proszę - zrobiłam słodkie oczy. Za dużo nie dały ale Elijah postanowił mi opowiedzieć historię z jego punktu widzenia.
                                                                ***
Oczami Eleny.

Nie chcę być potworem. Wystarczy że Damon w tym związku nim jest. Tak. To on jest seryjnym zabójcą. Wiem że mogę czuć sie przy nim bezpieczna ale dzisiaj ... wkurzył mnie i to na maksa. Nie wiem co się ze mną dzieje. Gdyby nie byłoby tam Josha prawdopodobnie rzuciłabym się na własnego chłopaka. Skąd we mnie tyle złości ? Dlaczego ja ? W sumie. Sama jestem sobie winna. Zabiłam człowieka i powinnam ponieść tego konsekwencje ale raczej myślałam o ugodzie z mamą Caroline a nie stanie się potworem. Chyba muszę się napić. To mi pomoże. 
Założyłam kieckę którą dostałam od Caroline na prezent urodzinowy, włosy podkręciłam la' Katherine i ruszyłam. Wzięłam taksówkę bo od ostatniego incydentu wolę nie wsiadać w samochód.
Dzisiaj akurat było otwarcie nowego klubu. Postanowiłam się tam udać. Wypiłam mnóstwo alkoholu co sprawiło że wielu facetów do mnie uderzało. Gdyby nie fakt że jestem z Damonem może i by mnie  się to spodobało. Jeden był całkiem słodki bo nie ględził ciągle że muszę uważać na swoje emocje. Bawiłam się. Należało mi się. Musiałam jakoś odreagować. Weszłam na bar i zaczęłam tańczyć do Neon lights - Demi Lovato. Niestety pozbijałam kilka dość drogich alkoholi co sprawiło że napakowane koksy co stały na bramce musiały mnie 'usunąć' z imprezy co wcale mi się nie podobało. Protestowałam, byłam twarda aż w końcu użyli sił a ja broniłam się jak tylko potrafiłam. Kopałam tu i tam. Jak przyłożyłam temu wyższemu do krew zaczęła mu lecieć z nosa. Krzyczał coś o złamanym nosie ale kto by go słuchał. Drugi też taki co to nie on. Wyglądał jakby trzymał dwa telewizory pod pachą. Też rzucił się. Pamiętam jak Alarick mnie szkolił. Jaki ubaw hahahah pobiłam ich na tyle że obaj poskładani leżeli na środku parkietu. Kiedy już następni chcieli się rzucić po prostu wybiegłam. Na moje nieszczęście w drodze do domu spotkałam Kola. Bałam się że coś mi zrobi i nie myliłam się. Moim ostatnim obrazem jaki zobaczyłam był Kol i kawałek metalowego pręta. Reszta to ciemność.


I Jest następny :) :D Jest o wiele łagodniejszy niż  chciałam ale postaram się to nadrobić w następnych rozdziałach pokazując tą ciemną stronę jednej z głównych bohaterek.
W ten nowy rok życzę wam spełnienia marzeń. Zdrowia, uśmiechu, mnóstwo weny aby was nie opuszczała i tego aby nas było więcej. Dziękuje wam za ten wspaniały rok. :) 
+ Jak już jesteś to zostaw swoją opinię. Chciałabym wiedzieć ile osób regularnie czyta moje wypociny  ;) 
Pozdrawiam. ;**

Obserwatorzy